|
Witam,
Po raz kolejny wielkie dzięki za zorganizowanie wyjazdu do Szwecji. Jezioro Fiolen jest kameralne ale ma to swój urok i dużo zalet przy mocno jesiennej pogodzie jaka nas zastała. Warunki w domku jak i sprzęt pływający OK. Z racji pogody brań nie było za wiele ale ryby które skusiliśmy były już bardzo fajne. Szczupaki 75-90 kilkanaście sztuk 95+ 2szt i 102 1szt, zaskoczyły nas mile okonie ponad 15szt w przedziale 32-40, które brały na woblery szczupakowe. Pozdrawiam, Darek i Przemek |
|
Wypad do Szwecji na szczupaki planujemy od dłuższego czasu, zastanawiamy się tylko szkiery czy któreś z jezior. Wybór padł na nową ofertę Biura Eventur Fishing&Travel - szkiery Jarnavik. Za tym wyborem przemawiała bliskość szkierów, tylko 160 km od promu w Ystad, a także rekomendacje Biura co do zasobności tej wody w duże okazy szczupaków. Wybieramy termin 17.09-24.09.2011r, jedziemy we czterech: Zbyszek, Piotr, Ryszard i ja Darek.
więcej ...
Oczekiwanie na wyjazd dłuży się w nieskończoność, wielokrotny przegląd sprzętu, powtórne pakowania, uzupełniające zakupy nie mają końca, ale przynajmniej trochę łagodzi ból oczekiwania na wyjazd.
W końcu się doczekaliśmy, 700 km do Świnoujścia pokonaliśmy w 12 godzin, następnie wjeżdżamy na prom i o 22.30 odpływamy, ostatnie zakupy w sklepie na promie, dobrze zaopatrzony, szczególnie w perfumy dla małżonek i spać. O godz.6.15 lądujemy na szwedzkiej ziemi i powstaje dylemat; do miejsca docelowego mamy 160 km, czyli ok. 2 godzin jazdy, a możemy zakwaterować się dopiero po 14.
Szybka narada i zapada decyzja, po drodze mamy rzekę Morrum, podobno najlepszej rzeki łososiowej w Europie. Na miejscu okazuje się jakie perełki posiadają Szwedzi, piękna dzika rzeka nie "ulepszona" ręką człowieka , doskonale zorganizowane łowisko i pilnowane łowisko, podzielone na sektory, trochę żałujemy, że nie mamy z sobą muchówek, choć z drugiej strony zdobycie licencji z marszu podobno graniczy z cudem, tym bardziej, że zaczął się ciąg troci. Pozostało nam podziwiać rzekę, krajobrazy i łowiących wędkarzy. W tak wspaniałym miejscu czas płynie bardzo szybko i superata czasowa znikła bez śladu. Punktualnie o wyznaczonej godzinie meldujemy się u gospodarza, który od ręki przekazuje nam domek i wyjaśnia wszelkie zasady, dostajemy tej mapy łowiska z zaznaczonymi miejscami podobno dobrych łowisk. Umawiamy się też za 20 minut na przystani z łodziami.
Szybkie wypakowanie ekwipunku i zasiedlamy domek, który jest w pełni wyposażony i posiada nawet osobny magazynek na sprzęt. Z miejsca zakwaterowania mamy ok. 200m na przystań usytuowana na końcu niewielkiej zatoki. Gospodarz przekazuje nam wygodne 4.8 m łodzie wyposażone w 10 kM silniki. Po szybkim instruktarzu obsługi silnika, dzielimy się na załogi łodzi. Ja z kolegą Zbyszkiem , 2 lata temu byliśmy na szkierach Arkosund, a także w kraju pływamy na łodziach motorowych, zostajemy sternikami, natomiast kolega Piotr dołącza do mnie, a Ryszard do Zbyszka.
W pośpiechu szykujemy sprzęt i wypływamy na pierwszy rekonesans i tu zaskoczenie, próbujemy łowić na płytkiej wodzie przy trzcinach, następnie w głębokich zatokach i przewężeniach między małymi wysepkami, brak jakiejkolwiek aktywności ryb, zero kontaktu, po kilku godzinach spływamy lekko zniechęceni. Pierwsze niepowadzenia bierzemy na karb nieznajomości łowiska. Następnego dnia po szybkim śniadaniu wypływamy ponownie tym razem kierujemy się na łowiska zaznaczone na mapie, zapowiada się wyprawa całodniowa, na szczęście świeci słońce i jest w miarę ciepło, temperatura wody tylko 6 RC , trochę mało. Po godzinie płynięcia obławiamy pierwsze łowisko, potem następne i następne i tak do popołudnia, zero wyników, brak jakichkolwiek kontaktów z rybami, do wody wrzucamy cały posiadany arsenał, a jest tego nie mało, niejeden sklep wędkarski by mam pozazdrościł. Po południu wpływamy do długiej i wąskiej zatoki. W połowie jej długości mamy pierwsze zdobycze: 2 szczupaki po 50 cm po jednym na łódź. Płyniemy na sam koniec zatoki, gdzie uchodzi niewielki strumyk, głębokość od 0,8-1m, bardzo dużo podwodnych i na powierzchni, postanawiamy łowić lekko na sprzęt okoniowy, druga łódź łowi na ciężko, głównie na woblery. Pierwszy rzut i szczupak 66cm , kolejne rzuty i kolejne szczupaki łącznie 15 sztuk w przedziale 45-66 cm. Jeden na kolacje, reszta powrotem do wody. Większa sztuka oceniona na 80+ schodzi z haka. Pewnym zaskoczeniem jest temperatura wody w zatoce, na jej końcu woda ma 13 RC i to był klucz do sukcesu. Robi się późno, zaczyna padać deszcz, więc zapada decyzja do powrotu, tym bardziej że przed nami co najmniej 1 godzina pływania. Do przystani przybijamy w strugach deszczu, zmoknięci ale zadowoleni, następne dni zapowiadają się obiecująco. Nazajutrz płyniemy w druga stronę zwiedzić kolejne dobre miejsca zaznaczone na mapie. Wpływamy w dużą zatokę, po kilku godzinach biczowania wody udaje nam się złowić 2 szczupaczki po 50 cm. Szukamy nowego łowiska, wpływamy do kolejnej zatoczki, tym razem mniejszej i płytszej, sytuacja analogiczna jak w dniu poprzednim, woda o kilka stopni cieplejsza , płytka i zarośnięta. Na dłużą gumę na lekkim haku mam widowiskowe branie pod powierzchnią wody, szczupak po widowiskowym holu ląduje w łódce 65 cm. I to była niestety ostatnia ryba tego dnia. Resztę dnia spędzamy na bezowocnym biczowaniu kolejnych zatoczek. Całe szczęście, że dopisała pogoda, cały dzień świeciło słońce.
W kolejnym dniu płyniemy na odległe łowisko, wskazane przez gospodarza na mapie jako najlepsze w okolicy. Jest to duża zatoka z dużą wyspą pośrodku, coś w rodzaju litery U. Płyniemy ok. 1,5 godziny, w tym częściowo przez otwarte morze nie zasłonięte wyspami, na szczęście słabo wieje i łodzie spisują się dobrze na niewielkiej fali. Na miejscu zaskoczenie, obydwa wloty do zatoki przegrodzone na stałe zaporami z grubej sieci, o czym gospodarz nie wspomniał, nie pozostaje nam nic innego jak szukać innego łowiska. Płyniemy do kolejnych zatoczek próbujemy coś złapać, niestety kolejne zatoki okazują się bezrybne, w końcu docieramy do zatoki w głębi której połowiliśmy drugiego dnia pobytu, niestety na końcu zatoki na płytkiej wodzie, kawa z mlekiem i zero aktywności ryb, widocznie uchodzący strumyk naniósł osady z głębi lądu po wcześniejszych intensywnych opadach deszczu, postanawiamy połowić u nasady zatoki, gdzie woda była znacznie przejrzysta. Po drodze w połowie zatoki dostrzegamy opuszczony drewniany pomost, korzystamy z okazji wyprostowania nóg i skorzystania z ustronnego miejsca, gdyż wokół sam las. Kolega odchodzi na kilka metrów od pomostu i za chwilę wraca z naręczem grzybów, same prawdziwki i kozaki. W ciągu 10 minut mamy pełne wiadro grzybów nie oddalając się dalej jak 20 metrów od pomostu. Na kolację będzie uczta grzybowa, pycha. U nasady zatoki łowimy 3 szczupaki, takie do 60 cm i kolega z łódki ma piękna rybę na kiju, ryba walczy dzielnie, co chwila wchodząc w zarośla, w czasie kolejnego odjazdu wbija się w kępę zarośli i schodzi z haka, szkoda była naprawdę ładna, oceniam ją na 85-90 cm. Ja też przeżywam niesamowitą przygodę, cumujemy łódź na 1,5 metrowej wodzie, gęsto zarośniętej, obok dłużej Kęty roślin, za kolejnym rzutem ściągam przynętę 10 cm kopyto, blisko łodzi nie chcąc zaczepić przynętą o wcześniej wspomnianą kępę roślin, podnoszę kij do góry, aby jak najszybciej wyciągnąć przynętę na powierzchnię wody, gdy przynęta jest tuż pod powierzchnia wody z głębi za kępy roślin wyłania się otwarta paszcza szczupaka, do której zmieściła by się moja głowa, potwór. Natomiast opuszczam wędkę, ale jest już za późno, przynęta wyskakuje z wody, szczupak robi potężny młyn i odpływa, a ja pozostaje ze zdziwiona miną, coś niesamowitego, to wszystko działo się prze moimi oczami, w odległości 1,5-2 metrów, dłuższą chwile próbuję dojść do siebie, a następnie biczuję wodę wszystkim co mam w pudełkach, niestety drugi raz nie ujrzałem tego łba, a szkoda, bo mogło być naprawdę ciekawie. Płyniemy do kolejnej zatoki tam łapiemy trzy średnie szczupaki i jednego ładnego okonia dobre 35 cm. Niestety czas płynie nieubłaganie pora wracać do bazy, przed nami godzina pływania, żeby wrócić do przystani musimy ominąć półwysep i iść pod wiatr w stronę otwartego morza, gdyż jest to jedyna droga powrotu w czasie naszych połowów, rozdmuchało się na dobre wieje jakieś 3-4 w skali B, pływanie tak niewielkimi łódkami po rozbujanym morzu to dość ekstremalne przeżycie. W tym momencie przydało się doświadczenie żeglarskie i pływanie po Bałtyku na kutrach za dorszem. Idziemy najpierw pod wiatr, fale miotają naszymi łódkami niemiłosiernie, moc naszych silników nie zawsze wystarcza. Następnie w dogodnym momencie zmieniamy kurs i płyniemy z falą starając ukryć się za małymi wysepkami, udało się, przypływamy do przystani cali mokrzy od rozbryzgających się fal. Na jeden dzień emocji wystarczająca dawka, na kwaterze zapadamy w kamienny sen, budzimy się dopiero przed południem i tu zaskoczenie, silny wiatr od strony morza nie wróży nic dobrego. Pomni wczorajszych doświadczeń postanawiamy łowić w naszej zatoczce. Do końca dnia mamy kilka szczupaków, największy 70 cm. Nazajutrz znów silnie wieje, nikt nie chce ryzykować wypłynięcia na otwarte przestrzenie, znów postanawiamy obłowić naszą zatoczkę, zaczynamy do 3 szczupaków takich do 60 cm. Postanawiam spróbować połowić delikatnym sprzętem, w nadziei na okonia. W wędka do 14 gr., plecionka 0,08 mm o wytrzymałości 4,5 kg., przynęta 6cm kopyto na 5 gr. główce na haku nr 2. Trzeci rzut pod trzcinki i jest delikatne branie, zacinam i czuje luz na wędce, ryba popłynęła w kierunku łodzi, ekspresowo zwijam plecionkę. Nagle stop i zaczęło się, ryba robi odjazd, jakieś 20 metrów w ciągu kilku sekund, całe szczęście że mam precyzyjnie wyregulowany hamulec, kolejny odjazd i kolejny każdy coraz dłuższy a ja nic nie mogę zrobić takim sprzętem, zaczyna robić się nieciekawie, gdyż ryba w czasie kolejnych ucieczek zahacza linką o kępy roślin, podejmuję błyskawiczna decyzję, rzucam hasło do kolegi o odcumowaniu łodzi i delikatnie manewruje pomiędzy kępami roślin, jednocześnie kontrolując na wędce walkę z rybą, po kilkunastu minutach ryba słabnie i daje się podholować do łodzi w tym momencie okazuje się, że podbierak będzie za mały. Dobrze, że mam gripa, pewny chwyt i ryba jest w łodzi. Szybkie ważenie, mierzenie, sesja zdjęciowa i ryba trafia powrotem do wody. Szczupak ma 110 cm i 10 kg, na tak delikatny sprzęt, niewiarygodne. Do końca dnia jesteśmy bez brań.
Następnego dnia również silnie wieje, więc znów obławiamy naszą zatoczkę, do popołudnia łowimy łącznie 8 szczupaków takich do 65 cm. Następnie spływamy do przystani i szykujemy łodzie do zdania gospodarzowi, następnie pakowanie, ostatnia kolacja i kładziemy się wcześnie spać, gdyż nazajutrz długa droga przed nami. Rano szybkie pakowanie ekwipunku do samochodu, pożegnanie z gospodarzem i trasa na prom. W Ystad na przystani promowej spotykamy kilka ekip wracających z różnych łowisk (szkiery, jeziora) w Szwecji. Wszyscy narzekają na słabe wyniki, nasze opowieści i zdjęcia wzbudzają niemałą sensację, okazuje się że nasza wyprawa była najbardziej rybodajna. Wszyscy narzekali na zmienną pogodę i duże skoki ciśnienia a przez to słabą aktywność ryb, jeszcze raz potwierdziło to stara wędkarską prawdę, że pogoda decyduje o naszych wędkarskich sukcesach i porażkach.
Potem zaokrętowanie na prom, na którym już planujemy następną wyprawę na wiosnę 2012r. O godzinie 20.00 przybijamy do portu w Świnoujściu i tak skończył się tydzień w wędkarskim raju.
Do zobaczenia na wiosnę.
Dariusz Miądziel |
|
Witam,
Poniżej przesyłam relacje z wrześniowego pobytu nad Storsjon. Podróż spokojna. Pierwszy raz (a byliśmy w Szwecji z Wami trzeci raz) płyneliśmy z Gdyni do Karskrony. Dużo lepiej (nie licząc autostrady A1 i z nią związanych problemów) niż do Ystad. Domek bardzo sympatyczny. Jedyny mankament to znajduje się faktycznie na wzgórzu, więc jak zaczęło wiać (a były takie dwa dni) to trochę kołysało (hi-hi). Drugi mankament to to iż wejście do łazienki jest z jednej z sypialni. Jednak jak byliśmy we dwóch nie miało to znaczenia. Trochę na to narzekali nasi sąsiedzi. Jezioro (jeziora - bo jest przecież też Ramen) bardzo urokliwe. Wiele ciekawych miejsc. Szkoda że nie ma mapy batymetrycznej, ale po pierwszych dwóch dniach można na tyle poznać jezioro że nie stanowi to problemu. Jedna ważna sprawa nie trafiliśmy na żadne podwodne przeszkody (wywiad z gospodarzem to potwierdzał) więc można praktycznie śmiało pływać bez obawy, że wyląduje się na podwodnej górce. Pogoda - od pływania w koszulce i prawie bezwietrznej pogodzie - do kombinezonów zimowych z dużym wiatrem. Kolejna ważna rzecz - bez względu na siłę wiatru i kierunek zawsze można znaleźć spokojne osłonięte miejsca. Ryby: Ramen - dużo szczupaka i okonia - zero sandacza (nawet gospodarze nie wiedzą czemu). My łowiliśmy tam kilka razy jednak szczupaki brały nam średniej wielkości (do 75 cm). Jednak okonie są tam wielkie. Nasz największy 40 cm - żona złowiła (sąsiedzi - notabene też Pani złowiła okonia 48 cm). Sporo szczupaków złowiłem na koguta. Storsjon - jest wszystko - płytkie zatoczki, blaty 6 m, blaty ze spadem 6-11 m, blaty ze spadem 11-20 m. Górki podwodne 6 - 20 m. Znalazłem kilka miejsc okoniowych (ale ryby te były chimeryczn ). Czasami branie w każdym rzucie - czasami tak jakby ich nie było (i może faktycznie odpływały). Szczupaki łowiliśmy głownie na troling (choć parę padło nawet na jerki w zatoczkach). Największy szczupak (znów moja żona) 93 cm, mój 90. Sporo 80 i 70. Sąsiedzi największego szczupaka mieli 97. Sporo sandaczy i tu przekrój pełny od 30cm (złapanych na woblery 16 cm) do 85 cm (znów moja żona). Mój największy sandacz 75 cm. Okonie wydaje mi się troche mniejsze niż na Ramen, ale może zbieg okoliczności. Pozdrawiam, Wojciech Foltman |
|
Witam Panie Tomku,
Emocje po wyjazdowe (pobyt w Hedesunda) minęły a spokojna ocena jest następująca: Łowisko piękne tak widokowo jak i potencjałem wędkarskim. Niestety z jakichś powodów było raczej drętwo. Mała aktywność ryb, szukanych we wszystkich możliwych konfiguracjach pór dnia jak i głębokościach wody. Nie rozpracowałem tej wody. Ale....tak to bywa, nie zawsze jest "dzień dziecka". Przesyłam kilka migawek z pobytu. Największego sandacza (5 kg 80cm) złowił Marek Adamski na kopyto. Pozdrawiam, Robert Kołodziejski |
|
Panie Tomku,
Wyjazd na szkiery Św. Anny nie był czysto wędkarski, lecz bardziej wypoczynkowy, jednakże udało mi się złowić moją dotychczasową rybę życia - oto krótki opis. 29 czerwca 2011 wieczorem wybrałem się z moim siedmioletnim synem Wojtkiem na spiningowanie na tzw. jezioro (tj. szkierową zatokę leżącej w bezpośredniej bliskości przystani połączoną wąskim przesmykiem z "głównymi wodami" szkierów Świętej Anny). W pobliżu jednej z wysp złowiliśmy kilka okoni i drobnych szczupaków. Na sam wieczór ok. 21:30 postanowiliśmy przenieść się na głęboką miejscówkę leżącą tuż przy naszej przystani i domku - prawie na sam początek przesmyku. Myśleliśmy o okoniach, które tam żerowały, co też potwierdzały brania, które odnotowaliśmy w tym miejscu w poprzednich dniach. Wziąłem więc do rąk wklejankę do 15g wyposażoną w kołowroteczek wielkości 1000 z nawiniętą żyłką 0,18 o wytrzymałości 4kg zakończoną metalowym przyponem (a raczej przyponikiem) o zbliżonych do żyłki parametrach. Na końcu zestawu zadyndał 6cm zielony riper - predator Manns'a. Staliśmy na 8-9 metrach głębokości. Prowadziłem przynętę skokami z płytszej wody. Pod samą łodzią, w jednym z ostatnich podbić nastąpiło spokojne branie, które skitowałem zacięciem. Wędka wygięła się w pałąk, a ryba tak jak spokojnie wzięła tak zaczęła spokojnie i pewnie przemieszczać się wokół łodzi wybierają tyle żyłki, ile tylko chciała. Początkowo nawet nie miałem szans na moim sprzęcie jej podnieść. Zacząłem się zastanawiać, z czym właściwie mam do czynienia - branie na prawie 9 metrach na drobną przynętę i nadzwyczaj "łagodne" zachowanie nie kojarzyło mi się raczej ze szczupakiem - może sandacz myślałem. Po ok. 15 minutach udało nam się rybę zobaczyć - wielki torpedowaty zielony kształt rozwiał wszystkie wątpliwości. Metrówa!!! - zawołałem. Mój okrzyk usłyszeli odpoczywający wówczas na tarasie naszego domku (odległego od naszej łodzi o ok. 150 - 200 metrów (!)) mój przyjaciel Piotr z ojcem Marianem i synkiem Jankiem. Wsiedli do drugiej łodzi i przypłynęli z aparatami fotograficznymi. Ja tymczasem mocowałem się ze szczupakiem mając coraz większą nadzieję, iż mimo delikatnego zestawu być może uda mi się wyjść z tej walki zwycięsko. Poluzowałem jeszcze hamulec tak, aby zrywy szczupaka na krótkiej żyłce nie doprowadziły do utraty ryby. Po ok. 25 minutach walki szczupak wylądował w podbieraku. Był MÓJ!!! Mierzył 104 cm. Po sesji zdjęciowej odpłynął w głębinę. O takiej rybie zawsze marzyłem - poprzedni mój największy mierzył 102 cm, a złowiłem go jako trzynastolatek w 1989 roku na Mazurach ... Pozdrawiam, Marcin Macieszczak |
|
Witamy Panie Tomku,
Chcielibyśmy podziękować Panu za zorganizowanie tegorocznej wyprawy do rejonu Steigen w Norwegii. Czujemy się w pełni usatysfakcjonowani nie tylko połowami, ale także zakwaterowaniem oraz piękną lokalizacją. Sześcioosobowy domek o wysokim standardzie z tarasem położonym bezpośrednio nad fiordem, pozwalał nam na codzienny relaks po ciężkich połowach i jeszcze cięższym filetowaniu. Wypożyczona przez nas łódka spisywała się bez zarzutów a jej rozmiar był w sam raz dla czterech wędkarzy. Z ryb wróciliśmy zadowoleni, udało nam się złapać dwa cenne halibuty (16,5 kg oraz 7kg) a ponadto wiele innych okazów do wagi 10kg. Nasza wyprawa odbyła się w lipcu, toteż trafiliśmy na pięć dni wspaniałej pogody a pozostałe dwa z powodu wiatru poświęciliśmy na zwiedzanie wyspy i okolic. Jedyną drobną rzecz, którą możemy zarzucić firmie Eventur, to podanie nieaktualnego numeru telefonu do gospodarza ośrodka w Steigen. Jednak mimo to cieszymy się z wyboru tego biura i gorąco polecamy! Z pozdrowieniami, Janusz, Marek, Jarek i Łukasz |
|
Cześć!
Wróciliśmy cali i zdrowi, wypoczęci i opaleni. Jednak z lekkim wędkarskim niedosytem. Oto relacja z wyprawy, która nie przyniosła powalających trofeów, ale była niezapomnianą przygodą. Morze możliwości Zaraz po tym jak wysiedliśmy z promu, zaświeciło słońce. Towarzyszyło nam aż do Osty, więc cieszyliśmy się, że pogoda dopisuje. W ogóle nie wiedzieliśmy jakich temperatur się spodziewać więc nabraliśmy polarów, kurtek, a nawet ciepłe czapki. Na miejscu były problemy z odszukaniem właściciela naszego domku bo na tym campingu każdy ma innego. Nie trwało to długo, w końcu przywitała nas miła pani i zakwaterowała w fantastycznym miejscu. Muszę przyznać, że warunki mieszkaniowe były idealne - super urządzona kuchnia, wielki i wygodny living room, klima, tv itp. Wypoczywać można na całego! Po szybkim zrzuceniu bagażu ruszyliśmy do przystani. Znajdowała się 5 min spacerkiem na czubek półwyspu. Dostaliśmy dwie extra aluminiowe łodzie 420cm z silnikami 4 km i od razu wypłynęliśmy pomacać sondą najbliższe okolice ośrodka. No i okazało się, że w promieniu dwóch kilometrów mamy wymarzone miejscówki do walki z okazami. Kilkumetrowe spady, górki, blaty, kamienne "irokezy" i inne podwodne atrakcje sprawiły, że prawie nie mogliśmy spać. Ta woda nadaje się do wszystkich metod, na ekranie widać ławice i pojedyncze okazy i w dodatku wszystko lekko płynie, co obiecuje sandacza. Bojowe nastroje Rano późne śniadanie i wyścig do przystani. Lekko dmuchało zimnym wiaterkiem i na niebie pojawiły się chmury. Na pierwszych miejscówkach od razu spotkaliśmy przyzwoite okonie trzydziestaki. Kolega złowił szczupaka 80 cm. Mi na podręcznikowym blacie wziął sandacz 60 cm. Zapowiadało się nieziemsko. Odkryliśmy jeszcze ze dwie bankówki, nanieśliśmy sobie na mapę, zaliczyliśmy po skubnięciu i... koniec. Pływaliśmy do wieczora z efektem w postaci jeszcze dwóch okoni i jednego szczupaka 45 cm. Już po zachodzie słońca, czyli tutaj około 23 z hakiem, wyciągnąłem sandaczyka 45 cm. No nic - widać poranek okazał się być lepszą porą. Poszedłem oskrobać ryby na kolację gdy tymczasem mój kolega złamał mi dwa kije w tym mojego ukochanego HMa z indywidualną dedykacją. A przecież w czasie jazdy opowiadałem mu jak trzeba wędki trzymać, jakie są możliwe i najczęstsze złamania a on po prostu zmiażdżył oba dolniki w furtce na pomost. Pogniewałem się może z godzinę po czym wrócił mi bojowy nastrój. W końcu mieliśmy inne wędki, wziąłem savageara do 40g i tyle. Tak samo reszcie ekipy udzieliło się łowieckie podniecenie, w końcu byliśmy na rybnych wodach, mieliśmy plan wyłowić się za wszystkie czasy i pobić nasze rodzime rekordy! Szwedzki upał daje zimny prysznic Następnego dnia już po paru godzinach rzucania nastroje nieco osiadły. Wynikiem porannej sesji było jedno branie okonia. Za to pogoda zrobiła się bardzo ładna, chmury gdzieś znikły i trzeba się było rozebrać z wędkarskich kurtek. Zaczęliśmy kombinować. Najpierw namierzyliśmy potężny spadzior z 3 na 11 m przy którym coś się kręciło. Spędziliśmy tam dobre dwie godziny bo ciągnął się chyba przez dwieście metrów i nic - ani stuknięcia. No więc kolejny pomysł - płytkie zatoki. Obłowiliśmy kilka z nich, co nie było trudne bo jezioro po prostu obfituje w najrozmaitsze zakamarki. Były zatoki różne - kamieniste, głazowe, zamulone i zarośnięte. Łączyła je jedna cecha - zerowy poziom aktywności drapieżników. Po obiedzie i krótkiej sjeście obłowiliśmy dokładnie kilka bankowych miejscówek z poprzedniego dnia, ale nadal z efektem zerowym. Sandacze się pochowały, szczupaki przyczaiły na dobre. Kolejnego dnia było jeszcze trochę chmur rano, nawet przez chwilę pokropiło. Postanowiliśmy popłynąć do ujścia Dalalven i dokładnie je obłowić. Jeśli nie w jeziorze to w rzece musiały siedzieć! Po drodze trolingowaliśmy na kilku głębokościach. Zaliczyłem nawet jedno branie na sporą gumę. Po śladach zębów na ogonku makrelopodobnego lunatica wydedukowałem 40 cm szczupiątko. Niestety okazało się później, ze to jedyny tego dnia kontakt z rybą. Gdy po trzech godzinach dopłynęliśmy do celu, z nieba prażyło już sowicie. Ujście rzeki jest niezwykle malownicze. Kusi grążelowiskami, spokojnym, równym nurtem i podwodnymi skałami. Niestety na wszystkie możliwe wysiłki, w tym najcięższe główki jigowe, reakcja była zerowa. Popływaliśmy więc, pozachwycaliśmy się obrazkami na ekranie sondy i wróciliśmy do domku. Następne dni były bardzo ciepłe. Temperatura osiągała 30 st. C., na sondzie wyświetlała się temperatura wody 22 - 24 st. I drapieżniki nie brały w ogóle. Klimat zrobił się kąpielowo - drinkowy. Postanowiliśmy więc nałowić białych rybek na porządną zupę rybną. Przy okazji na paproszka złowiłem kilka leszczy po pół kilo. Ze skuszeniem wymiarowego okonia był problem. Za to zupa wyszła doskonale! Cały dzień na łodzi i niebezpieczne szypoty W końcu postanowiliśmy - łowimy do oporu i zwiedzamy całe rozlewisko. Wypłynęliśmy o siódmej rano z mocnym postanowieniem obłowienia północnej części jeziora. Już po godzinie ( na pełnych obrotach) byliśmy na początku interesującej nas strefy. Wiatr wiał w kierunku naszej wycieczki, więc wedle podręczników płynęliśmy w dobre miejsce. W północnym końcu znaleźliśmy bardzo rozległą boczną zatokę o średniej głębokości około 2 m. Fale były spore, woda plus 24. Na środku zatoki położone było rozległe głazowisko. I tam stały okonie. Może nie jakieś okazy, ale w końcu można było złowić kilkanaście sztuk na spore przynęty. Największy mierzył 33cm. Złowiłem tam też na powierzchniowego woblera szczupaka 45 cm. Po godzinie brania ustały. Obłowiliśmy jeszcze kilka ciekawszych punktów zatoki ale bez efektów. Ruszyliśmy wiec na północ, w kierunku miasteczka na mapie, które prezentowało się całkiem okazale. Plan był prosty - znaleźć jakiś pub, knajpkę z pizzą z mikrofali i piwkiem. Skoro jest tam duży port, muszą być i głodne rzesze wędkarzy. Jak bardzo się myliliśmy napiszę później, ale póki co, dla przestrogi opiszę nasz spływ rzeką do miasteczka. Otóż po kilku kilometrach woda zaczęła szybko płynąć i nagle pod samą powierzchnią pojawiły się skały. Nie były to żadne spienione bystrza, tylko sterczące pod powierzchnią dwumetrowe kamulce. W jeden taki trafiliśmy bardzo mocno, co zaowocowało potężną dawką adrenaliny. Ale emocje miały się dopiero zacząć! Za potężnym zakrętem szumiały prawdziwe duże porohy, w oddali widać już było cel naszej podróży - Gysinge(które w naszej wyobraźni było takimi Mikołajkami czy Węgorzewem). Zdaliśmy sobie sprawę, że to jedyna droga. No cóż, jak na naszą łódeczkę wyglądało to groźnie, różnica poziomów wynosiła kilka metrów, wśród piany jeżyły się głazy i prąd rwał jak szalony. Postanowiliśmy się zatrzymać i podpytać miejscowych. Na spotkanie wyszła nam szwedzka staruszka. Nie mówiła po angielsku, ale kiedy spojrzała na mapę, zaśmiała się, pomachała ręką i wydała parę dźwięków w stylu eeee uoi uoi eeee. Z pantomimy można było wywnioskować, że to oczywista droga i pływają tędy codziennie. No więc kto jest miękki? Na pewno nie my! No i popłynęliśmy wydając radosne okrzyki i smakując duże porcje świeżej rzecznej piany. Gdzieś tam z tyłu głowy było pytanko - jak my pod to popłyniemy z powrotem na 5cio konnym pyrkotku? Ale nikt nie wymówił tego głośno. Przed nami było miasteczko. No właśnie. Gysinge, pomimo "mikołajkowego" usytuowania na mapie, jest takim ośrodkiem spokojnej starości dla byłych prezydentów (podobno przeciętna jeśli chodzi o Szwecję) z jedną restauracją (ultraluksusową), która w dodatku właśnie się zamykała (bo już 17a). Wkurzeni i zmęczeni poszliśmy więc szukać sklepu. Sklep na szczęście okazał się bardziej ludzki. Był alkohol (2,8%) i jakieś kiełbaski. W dodatku pani zza lady poprosiła swojego męża, żeby pojechał dla nas po paliwo do łodzi. No więc miło. Wychyliliśmy po dwa cienkie sajderki i ruszyliśmy w drogę powrotną. To co nastąpiło później, trudno opisać. Dość powiedzieć, ze podchodziliśmy pod bystrze dwa razy i tłuczeni o skały musieliśmy odpuszczać. W końcu płynąc 2 na godzinę i nie ruszając steru, udało się uciec na jezioro. Uff. Do Osty dopłynęliśmy około 23. Więc pełny dzień na łodzi. Ostatni dzień jak zwykle Ostatniego dnia około południa przyszły wreszcie chmury i powiało zimnym, skandynawskim wiatrem. Szczupaczki jakby na to czekały i w końcu złowiliśmy osiem sztuk. No może nie były to giganty (40 - 50 cm) ale przynajmniej brały! Gdybyśmy zostali chociaż o jeden dzień dłużej... Tego ostatniego dnia dopiero znaleźliśmy pub na naszym campingu(w sumie wcześniej nie szukaliśmy). I zrobiło się dość śmiesznie kiedy chłopak za barem, poproszony o 50 wódki bez popity, najpierw zrobił wielkie oczy a następnie spytał mnie o dowód:) Podziękowałem uprzejmie za komplement i z radością wypiłem z kolegami najdroższy w moim życiu (35 pln) kieliszek wódzi. Super wakacje Podsumowując, mieliśmy ogromnego pecha z pogodą. Zagadnięci miejscowi mówili, że nie pamiętają takiego czerwca. Upał zdarza się tam średnio przez trzy dni w roku i to zazwyczaj w lipcu - sierpniu. Bezradnie rozkładały ręce nawet załogi turbowyposażonych trolingowych łódek na marlina. Właścicielka domku otwarcie powiedziała, że jest zaskoczona naszymi wynikami. A ja wierzę w to łowisko. Ma nieskończone możliwości i z pewnością jest tam mnóstwo ogromnych szczupaków. Niestety nie pobiłem mojego skromnego polskiego rekordu szczupaka (60 cm), ale bawiłem się doskonale, wszystko było super zorganizowane i moi znajomi są bardzo zadowoleni. Jeśli finanse i czas pozwolą, zmierzę się jeszcze kiedyś ze szwedzkimi wodami. Olin Gutowski |
|
Witamy Tomku,
Chcielibyśmy serdecznie podziękować za kolejną, trzecią już wyprawę do Steigen. Było super. Co prawda wymarzony okazowy halibut nie skusił się na nasze przynęty, ale pozostałe gatunki nie gardziły nimi :-) Szczególnie podziękowania dla przewodnika grupy Roberta Taszarka za fachową pomoc, profesjonalizm i super miłą atmosferę, która dodatkowo uprzyjemniła nam pobyt. Jeszcze raz dziękujemy za przeżyty wspaniały wędkarski urlop i życzymy masę klientów tak zadowolonych jak my. Ula i Wiesiek z Jaworzna |
|
P.Tomku,
Potwierdzam Waszą opinię o Loppie. Sandland Brygge to prawdziwe eldorado. Ja złowiłem halibuta 17kg na krewetkę w trakcie połowu fląder z dna na 25m na żyłce 0,30mm i teleskopie do 60g. To sukces - dobrze, ze miałem z sobą harpun. Żona złowiła sztukę 13kg i na dokładkę dorsza 10kg. Jedyny mankament apartamentu to brak czynnej telewizji / był LED 40 cali ale jeszcze nie podłączony / i brak dostępu do internetu. Właściciel - Steinar - udostępniał swoje łącze, ale to było kłopotliwe. Potężna łódź kabinowa pozwalała na dalekie eskapady, ale raczej krajoznawcze, bo ryby były przy brzegu. Halibut żony padł na 20m i to 100m od brzegu przy porcie. Jeżdżę po Norwegii od wielu lat, ale takiej miejscówki jeszcze nie widziałem. Pozdrawiam, Tadeusz Markiel |
|
Witam serdecznie,
Bardzo dziękujemy za ponowne zorganizowanie naszej wyprawy na Hedesundę. Mimo wielu problemów jakie mieliśmy przed wyjazdem, udało sie. Ponowny cel naszej wyprawy na Hedesunde (połowienie sandaczy) został zrealizowany. Złowiliśmy 17 sztuk z tego największy 67 cm , może to niewiele ale dla nas to 100 % zadowolenia. Dodatkowo złowiliśmy trochę ładnych szczupaków, największy 100 cm i trochę okoni, największy 37 cm Wraz z kolegami jesteśmy bardzo zadowoleni i mile zaskoczeni tak profesjonalną obsługą przez biuro i właściciela ośrodka. Wszystkim niezdecydowanym wędkarzom polecam to niesamowite łowisko, trudne ale bardzo ciekawe. Jak wszystko dobrze się ułoży mamy ogromne chęci raz jeszcze spróbować zapolować na sandacze na tej bardzo ciekawej wodzie. Pozdrawiam i do usłyszenia, Andrzej Kamiński |
|
Witam Panie Tomku,
Wróciliśmy z jeziora Vansjon więcej niż zadowoleni. Woda rewelacja w trzy osoby złowiliśmy ok. 700 sandaczy (głównie takich 35-45 cm, największy miał 62 cm), ok. 1000 okoni (największy 44 cm), to co działo się po dobrym napłynięciu na ławice nie mieści się w głowie. Ilość okoni w przedziale 30-40 cm wręcz niewyobrażalna, trudno było złowić rybę mniejszą niż 25 cm. Pierwszy raz w życiu chciałem, żeby ryby przestały brać, bo ręce odmawiały posłuszeństwa. Troszkę trudniej ze szczupakiem bo złapaliśmy raptem 20 sztuk ale najmniejszy 73 cm, a największy 104cm, nie było już go na płytkiej wodzie, a na jeziorze nie mogłem na niego trafić. Jeżeli na jesieni znowu nie połowimy w Szwecji, nie szukam innego jeziora i dwa razy w roku będę jeździł na Vansjon. Od razu chciałem zarezerwować tydzień czasu w czerwcu w 2012 roku. Jeżeli chodzi o warunki pobytu i całą organizację wyjazdu jak zawsze wszystko na najwyższym poziomie. Dziękuje serdecznie za namówienie mnie na wyjazd nad Vansjon, zdecydowanie jak na razie był to wyjazd życia jeżeli chodzi o ryby. Pozdrawiam, Michał |
|
Witam,
Pobyt na Valdemarsvik w terminie 01.05 - 08.05.2011 bardzo się udał - mimo nienajlepszej (oględnie mówiąc) pogody (Pan Maciej wie coś o tym J) i choroby mojego synka. Złowiliśmy 101 szczupaków, największe 1 x równe 100 cm oraz 2 x 90 cm + okoń 40 cm. Pan Robert Taszarek to naprawdę super osoba i ekstraklasa wędkarsko (szkoda, że mogliśmy tylko jednej dzień z nim pływać). BARDZO DZIĘKUJEMY ZA FAJNY WYJAZD! Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję, Marcin Macieszczak |
|
Witam,
Pani Justyno, Panie Tomku, wielkie dzięki za zorganizowanie wyjazdu do Valdemarsvik. Po raz kolejny wszystko było na najwyższym poziomie a rady udzielane przez Pana Roberta bezcenne. Pogoda była zmienna, głównie dokuczał wiatr ale mimo to wraz z kolegami jesteśmy bardzo zadowoleni z naszych wyników. Pozdrawiam, Darek, Czarek, Przemek, Jacek |
|
Witam Panie Tomku !
Zgodnie z obietnicą przesyłam zdjęcia szczupaka 109 cm złowionego 30 maja2011 w Valdemarsvik. Ryba została złowiona od nawietrznej strony zatoki przy silnym wietrze, dużym nasłonecznieniu i głębokości ok 2m na 15 cm gumę z opadu. Dostarczając wielu wędkarskich emocji. Pozdrawiam, Piotr Michalski |
|
Witam,
Chcieliśmy podziękować za bardzo fajną wyprawę na ryby na uroczą wyspę Seiland. Ośrodek Rognsund jest pięknie położony, warunki mieszkaniowe bardzo dobre, warunku do łowienia ryb znakomite. Gospodarz szalenie serdeczny, miły i pomocny. Chociaż dojazd z Polski jest dosyć daleki to urok tego zakątka Norwegii rekompensuje trudy podróży. Jecek Kilijańczyk |
|
ALSTERAN
W dniach 28.05 - 3.06.2011 przebywaliśmy (4 osoby) na łowisku Alsteran. Mimo niesprzyjającej(wędkarsko) pogody ,czyli wszystkie słoneczne i gorące dni, udało się złowić kilka pstrągów w granicy 55-60 cm. Na rzece głównie spining i dzikie pstrągi potokowe (brązowe) największy w zonie 3 o wymiarze 57 cm. Rójka jętki niestety była w bardzo początkowej fazie, a mimo to na muchę zaliczyłem pięknego brązowego potokowca 60 cm. Kila pstrągów złapaliśmy także na jeziorku zaporowym. (53 - 57 cm) Ośrodek bardzo przyjemny ,gospodarze sympatyczni. Dziękuję, Stubiński Andrzej Gdynia |
|
Cześć Tomek,
szczęśliwie i bez kłopotów udało nam się wrócić z Finlandii z Saarijarvi. Wyjazd przerósł nasze najśmielsze oczekiwania. Warunki pobytu są rewelacyjne - oba domy to najwyższy poziom, a położenie mniejszego - rewelacja!!! Łódki są bardzo w porządku, 2 osoby całkiem wygodnie w niej łowią, a jeśli nie ma wiatru to 4-konne silniki powinny być wystarczające do sprawnego dopłynięcia i opłynięcia WSZYSTKICH najlepszych miejscówek na jeziorze. Jeśli chodzi o wyniki - w sumie podczas tygodniowej wyprawy złowiliśmy około 500 ryb, w tym około 200 sandaczy. Rozmiarowo nie były imponujące - największe sandacze miały lekko powyżej 50 cm, ale wszystkie większe ryby miały jeszcze ikrę więc tak naprawdę dziwne że ryba w tarle tak brała. Szczupaki były wszędzie - łowiliśmy je z trzcin na spoony, spod trzcin na jerki (Salmo Slider Holo 10cm - rządzi i dzieli w tej kategorii), na obrotówki z płytkiej i głębokiej wody (tu tradycyjnie najlepsza jest Black Fury rozmiar 4) i na gumy w opadzie na żwirowych blatach. Niestety nie padła metrówka, choć było blisko - jeden z kolegów złapał na Slidera sztukę 99 cm. Podczas ostatniej sesji "opadowej" udało mi się wyciągnąć wyjątkowo mocno skaczącego szczupłego - miał niecałe 90 cm. Dokładny pomiar był niemożliwy bo szalał na łodzi jak opętany, mimo asysty 2 kolegów na łodzi, nie dał się opanować:) Tego samego dnia jeden z kolegów na łodzi miał 3 "obcinki" - kopyto 3 + przypon 25 cm znikało w paszczy i na tym kończyły się emocje..... jestem pewien, że tam była ta upragniona metrówka. Podsumowując - wyjazd FANTASTYCZNY, miejsce bajecznie bogate w ryby i grzechem byłoby tam nie wrócić......i to nie raz. Pozdrawiam, Olgierd |
|
Witam,
Panie Maćku dziękuję za jak zwykle profesjonalne zorganizowanie wyjazdu nad jezioro Storsjön. Oprócz pogody wszystko było w jak najlepszym porządku (jedyna uwaga to słabe kotwicę, nie trzymały na dużym wietrze !!!!). Jezioro "pachniało" grubą rybą i jedynie zbyt silny wiatr uniemożliwiał nam powtarzalne wędkowanie. Pozdrawiam, Radosław Dejnakowski |
|
Witam,
Po drugiej wyprawie nad jezioro Fiolen, znów wrócił problem z odnalezieniem się w rzeczywistości. Po przybycie na miejsce odpoczynku niesamowity spokój, cisza, przyroda i nieziemski klimat Szwecji znów uderzyły w naszego ducha. Niestety wadą po raz kolejny okazała się pogoda. Zmienna jak kobieta. Z tegoż też względu wymieniliśmy silnik elektryczny na spalinowy. I tutaj sprzęt tym razem nas zawiódł. W czwartym dniu po prostu uległ awarii. Naszym zdaniem mechanizm zmiany biegów po prostu się rozsypał. Koszt naprawy 500 SK ( czy to drogo ?, czy nasza wina ?, ciężko się odnieść). Ale niestety to tylko sprzęt i trzeba to wkalkulować w koszty. Warunki zakwaterowania tak jak rok wcześniej rewelacyjne, super domek nad jeziorem. Odnośnie wyników to w sumie we dwóch złapaliśmy 130 szt., w tym dwie metrówki (103 i 100 cm) kilkanaście w rozmiarach 90-99 cm. Jezioro choć poznane rok wcześniej to trudne wędkarsko. Na pewno wrócimy tam jeszcze, już się przymierzamy na kolejną wyprawę. Jedna sugestia to dla wybierających się na to łowisko, przede wszystkim bierzcie ubrania przeciwdeszczowe. Tak szybko zmieniająca się pogoda, sprawia wiele problemów "ubraniowych". Drugą wskazówka, własne akumulatory (te na miejscu bardzo słabe). Trzecia to już do organizatorów, należy w informatorze podać informację (Może my po prostu nie doczytaliśmy), że w ofercie jest tylko jeden silnik, nie można przetrzymywać dwóch (koszt 100 SK za dzień). Podsumowując, mimo kilku przygód ze sprzętem wyjazd super, i jesteśmy zadowoleni. Pozdrawiam, Damian Spieczyński |
|
Witam,
Na Åmmern - Kamil 98 cm; 96 cm; 95cm; 93cm; ja- 90 cm. Dwie duże ryby, ponad 90 cm spadły Zbyszkowi i Kamilowi. Dużo odprowadzeń i spadów podczas holu. Łącznie padło ponad 120 sztuk i dwa sandacze: mój 63 cm a Kamila ok. 75 cm. Bardzo fajna woda. Łapaliśmy na gumy i jerki. Ryby ruszały się wieczorami. Pozdrawiam, Bernard Kaczmarek |
|
Witam,
W dniach 14-21.05.2011r. miałem okazję łowić wraz z kolegami nad jeziorem Runn w środkowej Szwecji. Podczas 6 dni łowienia udało nam się skusić kilka ładnych szczupaków tj. 109 cm, 108 cm, 105 cm, 103 cm, 100 cm kilka 90-tek, 80-tek i mniejszych. Ryby żerowały chimerycznie o różnych porach dnia i trzeba było ich intensywnie szukać w zatokach przy trzcinach, kamieniach i podwodnych górkach. Trafiały się również okonie do 40 cm. Ośrodek wędkarski na wysokim poziomie, to samo można powiedzieć o łodziach i przewodniku - pełen profesjonalizm. Pozdrawiam, Tomek Lasoń |
|
Witam,
W niedzielę 08.05.2011 r. wróciłem z Fiolen w Szwecji. Szwecja przywitała mnie ładną, słoneczne pogodą. Po południu zaczęło się załamanie pogody, które trwało do czwartku. Lodowaty, północny wiatr, śnieg i deszcz. Ryby zaczęły się od czwartkowego popołudnia. Trochę średnich okoni ok. 30 cm i szczupaki od 3,5 kg do 7.5 kg i 106 cm. Miałem na wędce prawdziwego olbrzyma , którego zobaczyłem dopiero po 15 min. holu. Niestety za słabo był zapięty i pożegnał mnie machnięciem ogona. W sumie wyjazd ( gdyby nie pogoda ) udany. Pozdrawiam, Jan Książka |
|
Witam,
Oto krótki opis łowiska Lyngsalpene z perspektywy naszego wyjazdu. Łowisko jest bardzo zasobne w ryby małe i średnie t.j. dorsze i halibuty. Dorsze 1 - 5 kg brały na głębokości od 2-10 m. Bardzo widowiskowe było "bimbanie" pilkerem "z ręki" i podpatrywanie kilku 2-4 kg dorszy jak atakują przynętę na płyciznach, których jest pełno przy brzegach fiordu po prawej stronie w kierunku wypływu z fiordu. Zabawa z ogromnymi rybami zaczęła się w momencie wypatrzenia na echosondzie wielkich stad szprotów na gł. 15-30 m. na 150 - 200 m toniach 1-2 km od domku w kierunku morza ! Pod nimi na odpowiednią (małą !) przynętę waliły dwucyfrowe dorsze i czarniaki. Brania czarniaków były oczywiście emocjonujące gdyż ryby 15+ po braniu na 40 m. w ciągu 5 sekund parowały na 80 m. Łowisko dość trudne ale godne polecenia, szczególnie dla wymagających !!! Pozdrawiam, Paweł Domurat |
|
Szanowny Panie Tomaszu!
Troche opóżnione, ale jednak, przesyłam krótką relacje z pobytu nad Vansjon w sierpniu 2010. Było nas czterech. Każdy złowił po 1 szczupaku długości min. 100 cm. Rekord 114 cm złowiłem ja :-) Jezioro przepiękne, ryby w bród! W sumie w ciągu dnia można było złowić do kilkunastu pięknych okoni przy skałach - (ja osobiści max 42cm), około 4-7 sandaczy i wiele szczupaków. Zastosowałem metodę polecaną przez znawców na jeziora sielawowe, połączyłem ze sobą 3 kalewy, 2 kółkami bez sklejania. Jak to opadło na 20m - od razu sandacz. Świetna zabawa! To jezioro jest naprawdę najlepsze ze wszystkich na których do tej pory byliśmy. Piękne wyspy, wysepki. Niespotykane ilości grzybów. Na niektórych wysepkach nie dało się zejść na brzeg bez deptania kurek... i to nie takich suchych i małych jak u nas, piękne duże kurki. Dośc powiedzieć, że nie zbieraliśmy prawdzików, które rosły w rowach, na wysepkach, przy śmietniku... Rydze rosły nawet na wysepkach wielkości dużego stołu... gdzie na środku był jeden badylek!! Niestety nie obyło się bez uszkodzeń łódek, ponieważ na jeziorze jest dużo niespodzianek "np. 22 metry i nagłe wyjście na 0,5 metra" - pionowa ściana... śruba droga....ale cóż. Osobiście wątpię czy można zaproponować piękniejsze łowisko. Andrzej Kowalski |
|
Hej Tomku,
to była już moja trzecia wyprawa na Fraser w Kanadzie. Co rok wyniki są lepsze. W zeszłych latach średnio łowiłem 12 szt łososi dziennie. W tym roku to prawdziwe szleństwo. Dziennie łowiłem ponad 50 szt, Krzysiek powiedział, że to już głupota ;-). Jesiotry też brały OK, złowiliśmy kilkanaście sztuk, w tym 3 ponad 2 m. Po wycholowaniu sztuki ponad 2 m, mieliśmy naprawdę dosyć i modliliśmy się żeby kolejna była mniejsza ;-) Wiem co to łokieć tenisisty, ale ciekawe ilu ludzi wie co to łokieć wędkarza ??? Po wycholowaniu takiej ilości ryb ręce naprawdę wysiadają. Pozdrawiam i dzięki za wspaniałe zakończenie sezonu. Jarek Kowalczyk |
|
Witam Panie Tomku,
Zgodnie z rozmową telefoniczną w załączniku przesyłam klika fotografii z nad jeziora Runn. Pragnę również podziękować za dobór wspaniałego łowiska jakim jest jezioro Runn. Po ubiegłorocznej jesiennej wyprawie na szkiery moje obawy były duże czy tym razem również zaliczymy klapę z rybami czy połowimy jak w Szwecji łowić się powinno. Absolutnie nie mam żadnych zastrzeżeń do organizacji ubiegłorocznego wyjazdu, ale po rozmowach z kilkoma stałymi bywalcam szwedzkich łowisk dowiedziałem się że jesień to przede wszystkim jeziora (może to niesłuszna opinia). Wracając do ostatniej wyprawy, po przyjeździe do ośrodka nad jeziorem Runn to co zobaczyliśmy przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Zostaliśmy od razu powitani przez naszego gospodarza i przewodnika Mathiasa. Zdjęcia które widzieliśmy na stronie biura Eventur nie oddają tego klimatu i warunków w jakich mieliśmy spędzić najbliższy tydzień. Domki w których mieszkaliśmy położone są zaledwie o kilka kroków od pomostu gdzie stacjonowała nasza flota. Wyposażenie domków też znacznie różni się od warunków (Oczywiście na plus), które do tej pory widziałem w szwedzkich ośrodkach, była nawet zmywarka do naczyń. Ale to co najważniejsze ryby również dopisały. Zacznę może od Mathiasa, który jest faktycznie bardzo profesjonalnym przewodnikiem. Informacje jakie nam udzielał każdego dnia rano o miejscach występowania ryb i głębokości na jakiej się znajdują sprawdzały się w 100%. Jeśli chodzi o ryby 1 metrowe to nie było ich może zbyt wiele, zaledwie 2szt. ale tych nieco mniejszych 98, 97, 95 było naprawdę bez liku. Na mojej jednostce po zlokalizowaniu ryb, łowiliśmy tyle szczupaków że przestaliśmy je już liczyć i nie były to małe ryby. Okazem którym warto się pochwalić to okoń 47cm, dawno takiego okonia nie widzieliśmy ale nie była to wcale pojedyncza sztuka ponieważ okazów powyżej 40 cm złowiliśmy około 30 szt. Wyniki z pewnością byłyby jeszcze lepsze gdyby nie przeszkadzała nam jesienna pogoda, temperaturę oscylującą rano około -5 stopni da się bez problemu wytrzymać ale wiatr czasami nie pozwalał na dalsze eskapady. Raz z tego powodu nie udało się nam wrócić naszą jednostka z powrotem do ośrodka, została bezpieczna w jednym z gospodarstw na noc z całym sprzętem i dla Szwedów niema z tym problemu. Rano odebraliśmy łódź nietkniętą co w Polskiej mentalności jest nie do pojęcia, tego powinniśmy uczyć się od Skandynawów. Jeszcze raz szczególne podziękowania dla biura Eventur Fishing, Pana Tomka za trafny dobór łowiska oraz dla naszego gospodarza Mathiasa za profesjonalizm i cierpliwość jaką nam okazywał. Ja korzystam z usług Eventur Fishing po raz drugi, na pewno pojadę z nimi na nie jedną jeszcze wyprawę więc śmiało mogę polecić ich ofertę. Pozdrawiam, Marcin Nowakowski |
|
Witam!
Chciałbym podziękować firmie Eventur Fishing a w szczególności Tomkowi Wieczorkowi za zorganizowanie wyjazdu do Norwegii nad j.Vansjo okresie 05.10-10.10.2010. Podczas 5-dniowego pobytu udało się skusić do brania kilkadziesiąt szczupaków (w większości do 70cm), wyjątkiem były 103cm i 90cm. Okrasą połowów były przepiękne okonie w rozmiarach 30 - 44cm. Brały również sandacze, ale raczej niewielkie. Ogólnie wyjazd udany w miłym towarzystwie, pozdrawiam uczestników wyprawy tj.Pawła, Marcina i Waldka. Pozdrawiam Tomasz Lasoń z Łodzi |
|
Witam!
Ślemy relację z przepięknej wyspy Smago na której spędziliśmy w męskiej 6-osobowej ekipie topową wędkarską przygodę. Warunki pobytu w domku rewelacja, wszystko dopięte na tip-top, pełen wypas. Bardzo dobry szwedzki standard, który zapewnili wędkarzom mili gospodarze. Miejscówki wokół samej wyspy tak jak to się w języku wędkarskim mówi śmierdziały szczupakiem. Trzcina w wodzie, przy tym jakieś głazy i wszystko to położone w mniejszych czy większych zatoczkach. Na sześciu chłopa połowiliśmy sporo Esox-ów w granicach 60-75 cm. Padło też kilka sztuk w przedziale 80-85 cm. Metrówki niestety nikt z nas nie zaliczył, lecz wszyscy byliśmy zgodni, że byłoby to kwestią czasu, który niestety szybciej biegnie na wędkarskim wypoczynku niż w pracy. Pogoda również nie przyczyniła się do lepszych wyników. Wyprawa przebiegała w terminie 7-14 mają, więc szwedzka pogoda po ostrej zimie była jeszcze w kratkę, a ryby zdecydowanie lepiej brały przy słonecznych przebłyskach. Największą rybą był 90 cm szczupak złowiony na Syrsan, na które po rozpracowaniu mam batymetrycznych popłynęliśmy w jeden z sześciu spędzonych dni na wyspie. Co do przynęt to sprawdziły się standardy: gumy, spoony oraz niezawodne Meppsy. Przesyłamy serdeczne podziękowania dla EventurFishing za organizację naszego wypoczynku w Szwecji. Już myślimy o następnej wyprawie w nowe, szwedzie wędkarskie zakątki za pośrednictwem Waszego biura. Z pozdrowieniami Szczepan, Pojo, Stachu, Lewy, Macieja i Piotrek |
|
Witam Panią,
Pozdrawiam po wyprawie do Gamleby. Było bardzo dobrze, największy szczupak miał 117cm, przesyłam zdjęcia. Leszek Kociolek |
|
Witam Panie Tomku,
bardzo przepraszm, że odzywam się dopiero teraz - to okropnie nieładnie z naszej strony, ale po powrocie z urlopu życie nabrało jakiegoś astronomicznego tempa, w którym w końcu umknęło mi, aby do Państwa napisać. Aczkolwiek, jak domniemam - skoro klient się nie odzywa, znaczy: zadowolony:-)
Tak też było, oczywiście, w naszym przypadku. Byliśmy zachwyceni zarówno wcześniej obsługą z Państwa strony, profesjonalizmem i cierpliwością wobec klienta marudzącego. A już w samej Norwegii tym bardziej - właściwie chyba nawet trudno nam wymyślić cokolwiek, do czego moglibyśmy się przyczepić :-)
Miejsce położone przepięknie, dom w sam raz, zaplecze funkcjonalne, łodzie genialne. Wprawdzie teoretycznie planowaliśmy więcej pojeździć po fiordach, pozwiedzać itd., ale ponieważ trafiliśmy na 6 dni fantastycznej pogody (zero deszczu, niewielki wiatr, błękitne niebo) szkoda nam było marnować szansę, więc wędkowanie wciągnęło nas totalnie i głównie opływaliśmy okoliczne łowiska. I nie żałujemy, ponieważ dzięki temu wszyscy wróciliśmy - jak na piereszy raz - prawie usatysfakcjonowani połowami :-) Dzięki życzliwości gospodarzy oraz pomocy super sąsiada z domku obok, który nam się trafił (pan z Niemiec, który przyjeżdża tam od lat) docieraliśmy w super miejsca, gdzie nie trzeba było ryb nawet za bardzo prosić, aby brały. Nawet kilka karmazynów się trafiło - wcale nie na otwartym morzu:) Poza tym oczywiście czerniaki, plamiaki/łupacze, dorsze, molwy, brosmy - nie jakieś potwory, choć niektóre egzemplarze okazałe; poniżej metra długości prawie nie schodziliśmy, a niekiedy znacznie lepiej. Nie wiem tylko, czemu makrela nami pogardziła i wzięła tylko dosłownie jedna sztuka - ale za to piękna :-)
Dzięki sprzyjającej aurze mogliśmy naprawdę poeksperymentować, opłynąć dostępne miejsca, nacieszyć się ciszą, górami i cudowną wodą. Podróż w jedną i drugą stronę także przebiegała bez żadnych niespodzianek - zadziwiająco zgodnie z planem i oczekiwaniami. Na pograniczu Laponii przywitały nas nawet renifery - najpierw biały a później kilka szarych, całymi rodzinami łaziły przy drogach. Dalej już tylko łosie:) O grzybach wspominać nie będę, bo to już naprawdę dziwaczne, z jaką dziecięcą euforią dorośli Polacy reagują na widok takiej ilości jadalnych zasobów leśnych - ot, dodatkowa atrakcja. Tylko co tam z tym robić, tak daleko:) Po dwóch dniach nawet zupy z borowików mieliśmy dość:) Chociaż po tym doświadczeniu czyli spędzeniu 6 dni w (ciekawej skądinąd) podróży zgodnie stwierdziliśmy, że bardzo chętnie byśmy tam wrócili np. w przyszłym roku, ale jednak zdecydowanie samolotem + ewentualnie wypożyczenie samochodu; właśnie myślimy, jak to pogodzić z wędkowaniem, przewożeniem sprzętu, ewentualnie złowionych ryb itd. . I jesteśmy na dobrej drodze:) Podsumowując: bardzo serdecznie dziękujemy za pomoc w dotarciu w tak niezwykłe miejsce na ziemi. Wrażenia niezapomniane, gospodarze przemili, ryby ogromne, okolica piękna. Trudno nie planować powrotu...:) W gąszczu różnych pośredników na rynku jesteście wyjątkowi jako firma - wprawdzie to nasze pierwsze doświadczenia we współpracy z Państwem, ale porażacie profesjonalizmem i zgodnością tego, co proponujecie z tym, co klient otrzymuje. Jesteśmy pod wrażeniem i z przyjemnością przekazujemy nasze odczucia znajomym. Jeszcze raz dziękujemy, pozdrawiamy i życzymy samych równie zadowolonych klientów! Agnieszka Kachel z przyjaciółmi |
|
Powiem krótko: wyjazd do Valdemarsvik udany, bardzo satysfakcjonujący. Zarówno pod względem złowionych ryb jak i strony czysto praktycznej, czyli przygotowania łodzi, motorów, czystości domku i rewelacyjnej wręcz obsługi rezydenta Pana Roberta Taszarka, jak i jego syna Mateusza. Chłopaki naprawdę starają się usatysfakcjonować klientów poprzez grzeczność i kulturę obsługi jak i sposób przekazywania, jakby nie było zdobywanej latami, praktyki w łowieniu ryb. Zwykle wędkarze "chomikują" wiedzę i dzielą się tylko tym co muszą, a i to niechętnie. Na tym wyjeździe było inaczej. Sporo nauczyłem się pod względem techniki prowadzenia przynęt, sposobów łowienia, pracy z multiplikatorem, itp. Naprawdę sporo skorzystałem.
Chylę czoło. Działacie profesjonalnie i zawodowo. Może słodzę, ale zasługujecie na to więc czemu nie. Mam nadzieję, że to nie był wyjątek bo zamierzam wybrać się do Norwegii w przyszłym roku (Pan Robert mocno namawiał).
Tak więc dziękuję i życzę sporej ilości klientów pragnących przeżyć wspaniałą wędkarską przygodę.
Z poważaniem
Andrzej Choromański |
|
Wyprawa na poj. Nedre Dalälven była bardzo udana. Mieszkaliśmy na farmie
Bengtsgard położonej tuż nad brzegiem jeziora. Gospodarze - też
wędkarze - byli bardzo życzliwi i pomocni. Pogoda, jak o tej porze roku w
Skandynawii, bywała zmienna. Duże i malownicze jezioro Bysjön, przez które
przepływa rzeka Dalälven, okazało się przede wszystkim szczupakową wodą.
"Zębaczy" złowiliśmy całkiem dużo, trzem z nas udało się nawet zaliczyć
"życiówki". Sporo było tzw. średniaków, które były bardzo waleczne. Największe
okazy (najdłuższy miał 87 cm) padły w rozległej i zarośniętej zatoce
jeziora. Oczywiście po sesji fotograficznej w dobrej kondycji wróciły z powrotem
do wody, zresztą jak znakomita większość złowionych przez nas ryb.
Oprócz szczupaków na spinning udało się złowić także parę ładnych okoni (w
tym "życiówka" Daniela). Z chęcią wrócilibyśmy na pojezierze Nedre Dalälven za rok.
Z wędkarskimi pozdrowieniami,
Maciej Napierała z ekipą |
|
Melduję się po wyprawie do BAKKEVIK.Trafiliśmy na fantastyczną pogodę, 7dni slońca. Łowiliśmy w spodenkach
tak jak u nas w lipcu. Zaliczyliśmy 9 gatunków ryb lecz niestety żadnych okazów pow.6 kg. Trzy brania, chyba halibuta.
Po 1 i 3 godz. holowania skończyły się zerwaniem kotwicy i kółek łącznikowych. Złowiliśmy wiele okazów krabów,
które stanowiły nasze codzienne menu.
Przekazuję pozdrowienia,
F.Gray |
|
Witam Pani Justyno,
Już kilka dni od powrotu ze Steigen. Organizacja jak zwykle perfekcyjna, a to juz trzeci raz z Eventurem i jak zawsze nie zawiedliśmy się. Baza super wyposażona, łodzie super. Ogólnie ok. Troszkę pogoda zawiodła - pierwsze dni wiało mocno, kilka następnych flauta, ale ryby w mniejszej lub większej ilości były. No i rodzynek - halibut 181cm, 66.5 kg wagi. Już myślimy o przyszłym roku wiec proszę przymierzyć sie do jakiejś oferty dla nas. Jak zwykle nowe miejsce bo lubimy zmiany. Zaliczyliśmy już Arnoy, Vege, Steigen, Lofoty, Ebro. Zależy nam jak zwykle nie na ilości, a na jakości ryb, więc miejsce dające możliwość bić swoje rekordy, no i duże łodzie. Pozdrawiam, Śmich Dariusz |
|
Pani Justyno,
chciałabym w imieniu swojej rodziny bardzo serdecznie podziękować przede wszystkim Pani (a także całemu zespołowi Eventurfishing) za nieocenioną pomoc udzieloną nam podczas pobytu w Norwegii. Za pośrednictwem Państwa chcielibysmy również podziękować właścielce ośrodka Kvittbrygga (niestety nie zapisaliśmy Jej danych, gdy wyjeżdżliśmy nie było nikogo z właścicieli) za zaopiekowanie się nami do czasu wyjaśnienia naszej sytuacji. Pomimo pechowego wyjazdu z Nowegii jesteśmy bardzo zadowoleni z naszego pobytu w przepięknym miejscu, super warunków (w tym głównie dla wędkarzy) i prawie domowej atmosfery. Pozdrawiam serdecznie Monika Michałowska z rodziną |
|
Witam! Chciałem podziękować Pani, oraz całemu zespołowi Eventur fishing za bardzo dobre zorganizowanie wyprawy do Buvik. Wszak pogoda nas nie rozpieszczała, ale wszyscy byli zadowoleni. W szczególności Panie, które same musiały sobie dziennie złowić obiado-kolację. Ponieważ pierwszy raz miały w ręku wędkę i ryba brała, więc zabawa była przednia. Udało im się złowić większość gatunków ryb włączając w to czterokilowego halibutka.
Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam. M.P.
|
|
Witam Panie Tomku,
chciałem przekazać Panu nasze wielkie zadowolenie z wyjazdu do Valdemarsvik. Pogoda super, warunki bardzo dobre, ryby brały i jak na nasze oczekiwania było ich bardzo dużo, a osoba i pomoc Pana Roberta Taszarka zasługuje na najwyższą ocenę. Adam Szynkiewicz |
|
Witam Panie Tomaszu,
Przede wszystkim przepraszam za zwłokę w korespondencji - niestety, nawał obowiązków służbowych spowodował u mnie czasową "amnezję" i zdaje się, utratę dobrych obyczajów... :)) Wracając do sedna sprawy, pytania o nasze odczucia po wyprawie. Jesteśmy z bratem bardzo zadowoleni z całej organizacji naszego pobytu nad jeziorem Artingen w Rejonie Dalsland u p.Bengta Davenhoga - jemu i jego przemiłej małżonce podziękowaliśmy osobiście za gościnność jaką nam okazywali podczas całego naszego u nich pobytu. Panu natomiast oraz całemu Waszemu zespołowi (zwłaszcza tym, którzy zajmowali się obsługą naszej wycieczki) składam serdeczne podziękowania za bezproblemową organizację imprezy, a przede wszystkim za trafione w "dziesiątkę" miejsce wędkowania, jakie nam Państwo zaproponowaliście. Jeśli chodzi o wyniki i wrażenia czysto wędkarskie - przez cały okres naszego pobytu mieliśmy przepiękną pogodę (słońce, lekki wiatr, nieco mocniejszy jedynie w godzinach południowych), sporo średniej wielkości szczupaków (od 55 do 90 cm długości), kilkanaście okoni (20-40 cm), a także kilka linów ca 1,0-2,0 kg. Muszę się w tym miejscu pochwalić, że wyholowałem także: 1 x szczupak o dł. 110,0 cm i wadze 10,0 kg oraz 1 x szczupak o dł. 99,0 cm i wadze 7,80 kg - niestety nie z jeziora Artingen, ale w jednym z jezior w okolicy m.Karlstad (podczas jednodniowego wypadu w miejsce, gdzie miałem okazję łowić przed kilku laty). Oczywiście, żadna z ryb (niezależnie od wielkości) nie została przez nas zabita - wszystkie wróciły do jezior w dobrej kondycji po obowiązkowych sesjach zdjęciowych. Uważamy się z bratem za wędkarzy etycznych, dlatego też te same zasady stosujemy zawsze i wszędzie, a przede wszystkim w Polsce (co powinno być standardem dla całej braci wędkarskiej, biorąc pod uwagę obecny rybostan naszych rodzimych wód - kładąc specjalny nacisk na ten "szczupakowy"). Podsumowując - otrzymaliśmy od Państwa usługę, dokładnie taką jaką sobie wyobraziliśmy - przede wszystkim: przepiękne, naturalne łowisko bez presji wędkarskiej i związanym z tym zgiełkiem, mówiąc prosto, wypoczęliśmy doskonale w otoczeniu czystej natury i z "meldującymi się" od czasu do czasu zębatymi na naszych woblerach. Jeszcze raz składam Państwu nasze podziękowania - na pewno skorzystamy z Waszych usług w przyszłym roku. Życząc połamania "kijów" w bieżącym sezonie, pozdrawiamy serdecznie cały zespół Eventur Fishing. Jerzy i Wiesław Świeca |
|
Witam Panie Tomku,
Spóźnione, ale za to szczere podziękowania za mapkę jeziora Vansjon. Czy się przydała? Na pewno! Samo posiadanie już mocno buduje - psychicznie. Wyprawa generalnie bardzo udana, nie dość że pogoda dopisała to jeszcze (i co najważniejsze) ryby. Jezioro fajne, można znaleźć tu wszystko. Są głębiny i wystające z wody skały typowe dla Skandynawii jak również spokojne płytkie odnogi pokryte grążelami i otoczone trzcinowiskami. Rzeczywiście szczupaków w jeziorze pod dostatkiem, bardzo dużo brań średniaków w granicach 60 cm, ale trafiały się też większe. Ba! Były nawet 2 "metrówki". Poza szczupakami BARDZO ładne okonie no i mniejsze sandacze. Gospodarz "swój chłop", więc to miejsce można śmiało polecać. Pozdrawiam Sławek Tylczyński |
|
Witam,
nasz pobyt nad jeziorem Spillen był bardzo udany, ośrodek wędkarski bardzo komfortowy. Nie mamy żadnych zastrzeżeń. Jest bardzo prawdopodobne, że będziemy chcieli kolejny raz odwiedzić to miejsce. Ryby też dopisały. Choć nie było "okazów", to nieco mniejsze sztuki łapalismy regularnie. Pozdrawiam Wojtek Soszka |
|
Witam,
Panie Tomku w niedzielę wróciliśmy ze szkierów Św. Anny, zgodnie z umową zamieszczam krótką relację i kilka zdjęć :-) Był to nasz szósty wyjazd do Szwecji (czwarty z Eventurem) i wspólnie oceniliśmy go najlepiej, chociaż akurat wymiarowych ryb złowiliśmy mniej niż dwa lata temu w Gamleby, ale piękne miejsca, szansa na grubego sandacza i świetna infrastruktura wędkarska zaważyły na naszej ocenie. Wymiarowych szczupaków złowiliśmy 108 (72 szt. łódka, która była cały czas na wodzie, 36 szt. łódka, która pływała dwa razy mniej), dodatkowo 6 wymiarowych sandaczy (4+2). Szczupaki brały bardzo chimerycznie i delikatnie, było bardzo dużo odprowadzeń do łódki, szczególnie na jerki. Standardowo bardzo dużo ryb spadło, na szczęście nie te największe, do dzisiaj głowimy się jak one to robią....:-) Zdarzały się momenty w ciągu dnia, że brały jeden po drugim, potem następowały długie przerwy i ciężko było wydłubać cokolwiek. Generalnie tak jak powszechnie wiadomo, trzeba bardzo często zmieniać miejsca. Ale o dziwo zatoki nawietrzne wcale nie były najlepsze. Największy szczupak padł ostatniego dnia w piątek w ostatnim rzucie, w miejscu najzwyklejszym w świecie....trzcinki i łagodny stok do 5 m - grube 102 cm. Sandacze: 77, 74, 66, 63, 60, 59 cm łowiliśmy na kantach przy dwóch wyspekach na "jeziorku". Absolutnie najlepszym kolorem u trzech osób były wszelkie rodzaje biało-niebieskich gum z czerwonym akcentem, czwarta osoba łowiła na wszystko:) Jerki: niebieski, makrelka i real perch:) pozdrawiam, Marcin Malczewski |
|
Witam po powrocie z zatoki Gamleby,
Chętnie podzielę się spostrzeżeniami tym bardziej że i tak miałem zamiar napisać do Was, a Wasz mail z pytaniem o wrażenia jest kolejnym miłym zaskoczeniem. Wszystko przebiegło zgodnie z informacjami otrzymanymi w Waszym biurze czy zawartymi w obszernie zredagowanym informatorze który czytaliśmy "na głos" w czasie długiej drogi Kraków-Gdynia. Podróż promem bez zastrzeżeń wszystko zgodnie z oczekiwaniami i wcześniejszymi doświadczeniami. Znamy Skandynawie, bywaliśmy w Norwegii i Szwecji wielokrotnie i to od niemal 30 lat lecz nigdy nie były to wyjazdy czysto rekreacyjne tak jak tym razem. Ja byłem lekko przerażony, gdy przejeżdżając przez Gamleby mijaliśmy ogromny silos i tuz przed campingiem jakąś strefę "przemysłową". Na szczęście okazało sie to być bez znaczenia. Na miejscu przywitała nas tak oczekiwana cisza i spokój. W odpowiednim czasie pojawił się "gospodarz" ośrodka. Przekazał nam wszystkie informacje, wykazał cierpliwość i odpowiedział konkretnie na nasze pytania. W sumie najmniejszych problemów. Sama zatoka urocza o tej porze roku, na wodzie niewielu wędkujących, co dawało dużą swobodę. Wyniki wędkarskie - myślę że zgodne z oczekiwaniami i choć nie udało nam się złowić szczupaka większego niż 90 cm, to i tak te kilka powyżej 80 i kilkadziesiąt, a może i sto mniejszych dało nam dużą wędkarską satysfakcję. Rybę zabraną na"kolację" można oprawić nad wodą gdzieś w ustronnym miejscu, ponieważ jak wyraził się "gospodarz" - taki mamy zwyczaj. wg naszej opinii zdecydowanie najsmaczniejszy z tej wody jest szczupak do 60 cm, i doprawdy wystarczy jeden na 3 osoby na przysłowiową kolację. Z wyjazdu jesteśmy usatysfakcjonowani i to może śmieszne, ale właśnie dzisiaj choć minęło zaledwie kilka dni od powrotu, pomyślałem czy nie udałoby się nam znaleźć czasu aby powtórzyć taką wycieczkę we wrześniu. Pozdrawiamy, Jerzy Caban, Maciej Caban, Andrzej M. P.s. Specjalne pozdrowienia dla p. Justyny za cierpliwość. |
|
Witam bardzo serdecznie.
Na wstępie bardzo dziękuję za dopięcie wszystkich szczegółów dotyczących wyprawy na szczupaka nad jezioro Ravarpen w Dalsland. Wszystko pokryło sie z naszym zamówieniem. Właściciel okazał się bardzo sympatycznym obywatelem Szwecji, który był na każde nasze zawołanie. Może zaczniemy od podróży: była męcząca ponieważ z Białegostoku do Świnoujscia jest ok.12 godz. jazdy samochodem i potem prom i odpoczynek w kajucie . Już na ziemiach Szwecji dalsza jazda ok.5godz. i wyczekiwanie na upragnione jezioro. Wszystkie trudy i niewygodę podróży rekompensuje widok naszego łowiska. Rozładunek i szybki prysznic i już byliśmy na wcześniej przygotowanych łodziach. O godz. 17:00 wypłynęliśmy na poszukiwanie szczupaka, myśleliśmy że pozostało nam kilka godzin do zachodu. Okazało się do godziny 23;00 można było pływać i łowić w bardzo dobrej widoczności. Trzy sztuki w paru pierwszych rzutach zapowiadało dużą radość z wyboru łowiska. W drugim i trzecim dniu było jendak tylko po jednym braniu, które zepsułem. Już zaczęły kłębić sie myśli "po co tyle jechać, jak można mieć takie same rezultaty na naszych pięknych mazurach". Pierwszy hol po dwóch dniach przerwy spowodował, że już nic się nie liczyło tylko kolejny szczupak pozujący razem z nami do zdjęcia. W ciągu całej wyprawy złapaliśmy 21 zębaczy (jeden 95cm a reszta od 60 do 80 cm). Teraz tylko myślimy jak tu skołować jeszcze parę dni aby móc wyjechać w tym roku :) a jak nie teraz, to może w następnym roku Jeszcze raz dzięki za te piękne chwile. Jacek Markiewicz |
|
Witam, właśnie wróciliśmy ze szkierów Św. Anny. Wszystko dokładnie zapięte na ostatni guzik. Pogoda rewelacja, rybki też. Dziękujemy z całego serca za możliwość tak wspaniałego wyjazdu na wędkarski urlop. Na pewno skorzystamy jeszcze nieraz z Państwa usług. Pozdrawiamy.
Piotr Worobjow
|
|
Witam Panie Tomku,
Wróciliśmy z Fagervika w Norwegii. Organizacyjnie wszystko w porządku. Pogoda nie najgorsza, ryby fajne. Załączam zdjęcie mojej największej ryby, Halibut 10 kg. Pozdrawiam Arek Duk |
|
Witam Panie Tomku,
generalnie jesteśmy z pobytu bardzo zadowoleni. Domek, łodzie, jezioro, właściciele i okolica było wszystko ok, a nawet lepiej. ..... Szkoda tylko, że nasze "połowy" wypadły poniżej naszych oczekiwań (marzeń?), ale to już niczyja wina... No może nasza - niedobrany sprzęt, zła pora, zła pogoda, wyże, niże... i wiele innych powodów, które służą kiepskim "łowczym" za wytłumaczenie.. :)) Najważniejsze, że totalnie wypoczęliśmy! Pozdrawiam Janusz Hadryś |
|
Witam,
Chciałem w imieniu naszej grupy podziekować za organizacje naszego wyjazdu na Szkiery Św Anny. Wyjazd zaliczamy do udanych zarówno wędkarsko jak i pogodowo (bez grama deszczu przez cały tydzień), być może nawet czasem było za ciepło. Akweny obfite w średniej wielkości szczupaki miedzy 50 a 70cm, ale udało nam się upolować kilka większych sztuk, które utrwaliliśmy na zdjęciach. W tym okresie duże sztuki żerowały zdecydowanie w większości na płytkich porośmietych blatach o głębokości ok 1-2m. Ciekawostką wyjazdu jest fakt, że mieszkając w "domku na wodzie" jednego wieczora udało mi się osobiście wyciągnąć 5 szczupaków, 50-60cm "jerkując w kapciach" z tarasu naszego domku. Naprawde przepiękne miejsce do którego jeszcze powrócimy. Pozdrawiam Rafał Dembski |
|
Witam,
wrociliśmy własnie ze szkierów sw Anny. Było super. Złowiliśmy na dwóch około 90-100 szczopaków. Dwie "metrówy", reszta mniejsze i tylko dlatego, że łowiliśmy na małe przynęty. Gdybyśmy poszli wcześniej po rozum do głowy i łowili więcej na rippery 30 cm wyniki były by napewno znacznie lepsze. W chwili obecnej ryby biorą wszędzie i na jeziorku i na szkierach (do 2 metrów + spadki) - jednakże największe sztuki były łowione w okolicach miejscowości Św. Anna i mostu (koledze spiął się taki około 130 cm). Reasumując bardzo dziękujemy za przygotowanie wyprawy i umożliwienie nam spędzenie wspaniałych chwil. pozdrawiam Mariusz Oczkowski |
|
Witam,
To już druga wyprawa z EF i drugi raz do Valdemarsvik. Także i tym razem było bardzo udanie pod każdym względem. Dopisała nie tylko pogoda ale też wyniki choć rozmiarowo mogło być lepiej. Nie podała metrówka ale kilka życiówek poprawiono. Zatem są powody aby wrócić i ją schwytać okaż 100 cm + . Walory akwenu, przyroda, logistyka dojazdu i kwatery, a szczególnie wiedza, postawa i opieka Pana Roberta Taszarka są po prostu bezcenne. Nie ma co więcej się rozpisywać było bardzo Ok. Planujemy już kolejną wyprawę ale tym razem w inne miejsce oczywiście z EF. Wojtek Piwocki |
|
Pani Justyno, Panie Macieju,
Pragnę bardzo podziękować za organizację naszego wyjazdu do Św Anny. Wszystko przebiegło bardzo udanie, a jak Państwo pamiętacie nasze zeszłoroczne kłopoty cieszymy sie tym bardziej że wtedy był to tylko "wypadek przy pracy". Wędkarsko był to jeden z najlepszych naszych wyjazdów i choć nie "padł" kolejny rekord powyżej 1m - mieliśmy grube dziesiątki ryb niewiele mniejszych. Piotr Kraśnicki |
|
Witam Panie Tomku,
bardzo dziękujemy za zorganizowanie naszej wyprawy na Hedesundę . Wraz z kolegami jesteśmy bardzo zadowoleni i mile zaskoczeni tak profesjonalną obsługą przez biuro i właściciela ośrodka. Niestety nie złowiliśmy żadnego sandacza, ale połowiliśmy trochę szczupaków. Największy 96 cm. Jak wszystko dobrze się ułoży mamy ogromne chęci raz jeszcze spróbować zapolować na sandacze na tej bardzo ciekawej wodzie. Pozdrawiam i do usłyszenia Andrzej Kamiński |
|
Witam Panie Tomku,
To był już nasz 2-gi wyjazd do Fagerviki i to nie przypadkowy wybór! Lokalowo jak na wyprawę wędkarską top standard!! Zdecydowanie nawet polecałbym lokalizację wędkarzom z rodzinami. Gospodarz jest przemiły, bardzo usłużny, pokoje wyposażone we wszystko czego można sobie zażyczyć, włącznie z mikrofalą, zmywarką naczyń (była też pralka ale nie wiem czy na chodzie bo nie używaliśmyUśmiech Emotikon). Internet bezprzewodowy śmigał szybciej niż u mnie w domu. Widok z okien (pokój od strony wody) zaje..... Miejsce do czyszczenia ryb, mrożnia (3 zamrażarki do -40 st.C), pakowaczka próżniowa z torebkami gratis! Skrzynki styropianowe mieliśmy własne - warto je przywieść ze sobą. Wędkarsko - był to nasz najmniej udany pod względem ilościowym z dotychczasowych 6 pobytów w Norwegii. W tym roku pojechaliśmy wcześniej niż zazwyczaj, czyli 2 połowa maja. Pogoda była bardzo zmienna - wiatr, deszcz. Śledź totalnie rozproszony i duża ryba w pojedyńczych sztukach. Po prostu nie mogliśmy trafić na żerującą ławicę.... no oprócz małego czerniaka bo tego było wszędzie zatrzęsienie. Owszem, złapaliśmy parę fajnych sztuk - dorsze 4- 7 kg, dwa zębacze w tym jeden naprawdę potwór, kilka wspaniałych molw - jedna ponad metrowa. Generalnie akwen jest duży, otwarta woda i duży dryf!! Łowiliśmy ciężko - 250 - 300 g norweski banan. Duża pomocą były kawałki świeżych śledzi zakładane na kotwiczki (śledzie gratis od gospodarza). Szukaliśmy dużej ryby we wskazanych przez gospodarza miejscach i chyba tu tkwił nasz błąd. Poznany, bardzo sympatyczny kolega z Polski p. Zenek z małżonka Krysią (sąsiedzi z lokalu obok), w ciągu paru godzin "natrzaskali" dużą skrzynkę dorszy 2-4 kg szt. łowiąc na małe rippery i małe gumowe rybki (tak ok. 15 cm) na wodzie głębokości 10 - 20 m!!! Okazało się, że całkiem duża ryba wychodzi na płyciznę szukając narybku którego nie było na wodzie 40 - 50 m. Na takiej samej płyciźnie i na małą gumową rybkę, kolega Zenek zahaczył dorsza, którego z przerażeniem kilkukrotnie próbował podebrać - niestety monstrum odpłynęło. Ile mogło mieć.... pewnie zdrowo ponad 10 kg ale tego już nie zważymy. Szkoda tylko, że wyniki kolegi przyszły ostatniego dnia naszego łowienia i nie zdążyliśmy ich skopiować. Zostawiliśmy w Fagerwice dużo DUUUUŻYCH ryb i już planujemy, kiedy po nie wrócić Uśmiech Emotikon Pozdrawiamy, Paweł + Bogdan |
|
Witam,
W okresie od 22.06. do 29.06.2010 r. spędziliśmy 7 dni na - prawie - nieustannym wędkowaniu w wodach szkieru Gamleby we wschodniej Szwecji. Miejsce było nam dobrze znane, gdyż spędziliśmy tam podobny urlop w roku 2006 łowiąc mniej ryb, niż w tym roku. Użyłem słowa "łowiąc", gdyż zastosowaliśmy się do wymogów zarówno spółki Eventur Fishing" z Warszawy, jak i właściciela obiektu w Szwecji biorąc jednego szczupaka na domek (mieliśmy dwa domki) przy zachowaniu zalecanych przez właściciela wymiarów od 40 do 70 cm. Pozostałe szczupaki uwieczniliśmy (prawie wszystkie) na zdjęciach. Pogoda była - niestety - zmienna, często padało i wiało, ale wrażenia pozostały. Złowiliśmy w sumie (5 osób) 75 szczupaków, z czego 70 wróciło do wody. Oprócz tego 5 leszczy, z czego jeden - 3,5 kg został złapany na błystkę, 8 okoni i jedną troć. Chętnie powtórzymy nasze wakacje za rok np. w Syrsan w podobnym okresie siedmiu dni. Od strony formalnej - wszystko było OK. Pozdrawiam, Jan A. Nowak |
|
Witam,
Trudno odnaleźć się w naszej rzeczywistości (dom i praca) po powrocie z niesamowitej wyprawy nad jezioro Fiolen. Wspomnienia wracają cały czas przed nasze oczy. Spokój, cisza, przyroda i nieziemski klimat Szwecji urzekły nas bardzo. Nie ma takich słów aby wyrazić podziękowanie i zadowolenie. Obsługa profesjonalna, sprzęt pływający wygodny i sprawny. Warunki zakwaterowania rewelacyjne, super domki, mili gospodarze jak również sąsiedzi, miejsce i ryby też bez zastrzeżeń. W sumie złapaliśmy 118 szt., niestety tylko jedna metrówka (100 cm) ale za to ilość ryb w przedziale 3 - 6 kg zdumiewająca. Porozumiewanie się w języku angielskim z gospodarzami nie stanowi problemu. Jezioro bardzo kameralne choć trudne wędkarsko, jak w opisie - dużo kamieni, część niestety tuż pod powierzchnią - więc trzeba uważać. Na pewno wrócę tam jeszcze, już się przymierzam na kolejną wyprawę. Jedyną drobna sugestia to, że warto w informatorze dołączać mapki dojazdu końcówki trasy. Podsumowując wyjazd super i wszyscy jesteśmy bardzo zadowoleni. Pozdrawiam, Damian Spieczyński |
|
Witam. Panie Tomku. Na pana ręce chciałem w imieniu całej naszej 6-cio osobowej grupy złożyć serdeczne podziękowania za wspaniały wędkarski urlop. W Szwecji byliśmy pierwszy raz, ale już wiemy, że za rok znów pojedziemy. Co do wyników uważam, że jak na pierwszy raz było rewelacyjnie. Ok 260 szczupaków (przestaliśmy liczyć) z czego 2 szt po 98 cm i 2 szt po ok 110 cm. Sporo 80-90 cm i mnóstwo mniejszych. Wszystkie Wasze wskazówki o aktywnym szukaniu ryb sprawdziły się, chociaż udało nam sie namierzyć miejsce gdzie przebywały tylko duże ryby - nie o każdej porze dnia, ale jednak cyklicznie.
Jeszce raz serdeczne dzięki dla cełego zespołu "Eventuru".
Gamleby 22.05-29.05.2010
Pozdrawiam Grzegorz Kandefer |
|
Dzień Dobry
Chciałem bardzo serdecznie podziękować za "współpracę". Nasz wędkarski urlop nad Mjorn wypadł bdb. Nie było większych problemów, miejsce ładne, jezioro super, trochę ryb połowiliśmy. Zwłaszcza w pierwsze dwa dni. Później nadal brały, ale wyraźnie mniejsze. Domek także super chodź to nie ten w którym mieliśmy pierwotnie mieszkać. Dojazd i przeprawa promowa także bez kłopotów. Ogólnie bardzo dobrze. Wszystko zadziałało jak trzeba. Dziękujemy i pozdrawiamy. Dariusz Krzyżaniak i koledzy |
|
Witam, Nasz urlop w Gamleby od strony organizacyjnej był z pewnością udany. Gospodarz miły, ładny ośrodek, dobre łodzie itd. Na minus można zapisać taki uciążliwy drobiazg jak brak czajnika w domku. Słabiej niż oczekiwaliśmy wypadły nasze dokonania wędkarskie. Mam nadzieję, że to frycowe jakie zapłaciliśmy przy pierwszym pobycie w Szwecji.
Pozdrawiam, Krzysztof Moraczewski
|
|
Witam, panie Tomku. Warunki na Syrsan rewelacyjne, super domki, mili gospodarze, miejsce i ryby też bez zastrzeżeń. Drobna sugestia, może w informatorze dołączać mapki dojazdu bo jadąc nawet dokładnie za waszymi znakami, drugi raz dojechałem w trochę inne miejsce, chodzi oczywiście o końcówkę trasy.
Jarosław Grebasz
|
|
Witam Panie Tomku,
Wyjazd do Fagervika to był NAJLEPSZY i NAJBARDZIEJ UDANY wyjazd na ryby. W prawdzie nie zaliczyliśmy halibuta, ale zaliczyłem rekordową brosmę i parę okazałych molw, nie będę znęcał się nad dorszami, ponieważ ich było dostatek. Co do otoczki; Właściciel - bardzo dobry opiekun (w prawdzie nie było wiekszych problemów), ale spełniał wszystkie nasze życzenia ( w ramach połowów ryb). Pełna informacja o łowiskach, dużo fachowych podpowiedzi. Szok, jeśli chodzi o zaplecze mam na myśli oprawę ryb. Tam jest wszystko; woreczki termo, zgrzewarka, jednym słowem Facet niesamowicie przygotowany!!!! Podsumowując; właściciel - bardzo życzliwy, przyjazny i mimo swoich zajęć dużo czasu poświęcał nam i nie tylko. Jeszcze jedno to jest ważne właściciel rozmawia tylko po angielsku za cholerę nie chciał rozmawiać po niemiecku (chociaż odniosłem wrażenie, że rozumiał wszystko co się mówiło w tym języku) Apartament: Bez zarzutu, nawet największego malkontenta by zadowolił. Łodzie: MARZENIE!!!! Biuro Pańskie: To co było na papierze (Umowa) WSZYSTKO BYŁO bez jakichkolwiek marginesów. Nie będę Wam już więcej rzucał pochwał, DZIAŁAJCIE DALEJ TAK JAK W TYM PRZYPADKU, a będę Was wszystkim polecał. Panie Tomku jeszcze raz serdecznie dziękujemy Dziękujemy, również Pańskim współpracownikom POLECAMY SIĘ NA PRZYSZŁOŚĆ NAPEWNO BĘDZIEMY KORZYSTAĆ Z WASZEJ POMOCY (Ponieważ już mamy plany) Jeszcze raz DZIĘKI Pozdrawiam Wiesław Batóg |
|
Witam Panie Tomku!
Jesteśmy zadowoleni z warunków pobytu na Spillen. Domki ok. Gorzej z braniem ryb - może jeszcze nie ten okres. Niemniej parę sztuk udało się złapać. Gospodarz bardzo fajny - nie robił żadnych problemów, a nawet wręcz przeciwnie. Jezioro jak w opisie - dużo kamieni, część niestety tuż pod powierzchnią - więc trzeba uważać. Dla naszej ekipy zaleciłem całkowitą rezygnację z pływania na biegu wstecznym, aby uniknąć uszkodzeń silnika w wypadku najechania na przeszkodę nawet z niewielką prędkością. Wydaje mi się, że dla tego jeziora warto wprowadzić takie zalecenie w Waszej informacji o akwenie. W miejscach płytkich na środku jeziora jest tymczasowe oznakowanie z baniaków na wodę, ale jest widoczne i pomocne. Odległość od jeziora wynosi nie ok. 4 km tylko ok. 7 km. Porozumiewanie się w języku angielskim z gospodarzami nie stanowi problemu. W ogóle wyjazd super i wszyscy jesteśmy bardzo zadowoleni. Pozdrawiam, Wojciech |
|
Witamy
Z wycieczki do Vestfjorden jesteśmy bardzo zadowoleni. Warunki socjalne w ośrodku bez zastrzeżeń. Obsługa profesjonalna, sprzęt pływający wygodny i sprawny. Wszystkie warunki, które oferujecie zostały spełnione. Odnośnie połowu ryb, to ilościowo jesteśmy zadowoleni, chociaż brakło większych okazów, ale myślę, że następnym razem będą i one. Pozdrawiam, Jerzy Jurć |
|
Witamy
Pobyt na Smago był nad wyraz udany. Pogoda w Hiszpanii nie miała żadnych szans z tą, którą mieliśmy. Ośrodek "mega" godny polecenia dla nawet bardzo wymagających. W każdy miejscu łowiliśmy ryby, nie było problemu żeby znaleźć szczupaki. Okoni niestety było mało. Bardzo Wam dziękujemy. Pozdrawiamy i już myślimy o jesieni. Jarek Kozłowski |
|
Dzień dobry, właśnie wróciliśmy z jeziora Hjalmaren. Pobyt udany, połowy rewelacyjne. Były dwie "metrówki", kilkadziesiąt 90-tek i wiele innych, mniejszych ryb. Relacje z gospodarzem na zakończenie nieprzyjemne, zażądał opłat za wylewajkę wyciętą z pojemnika po oleju i zginioną mapę. Ogólnie jesteśmy zadowoleni z pobytu.
Do usłyszenia, Andrzej Baciński.
|
|
Panie Tomku, tylko natłok spraw zawodowych sprawił, że nie pisałem. Jesteśmy bardzo zadowoleni z pobytu nad Boren, po raz kolejny Eventur udowodnił, że jest profesjonalną firmą. Pogoda nas nie rozpieszczała ale wyniki bardziej niż dobre. Na sześciu złowiliśmy 106 szczupaków (5 ponad metr) z tego jeden 120 cm!!! Najlepsze wyniki mieliśmy na trolling, 80% ryb złowiliśmy tą metodą. Jedna ryba złowiona na blachę. Kilka na woblery. Muszę pochwalić się pięknym okoniem 44 cm, ktory wziął w trolu na biało-niebieskiego relaxa. Inne okonie (6 sztuk) oscylowały w granicach 30-36 cm. Ryby brały przy podłej pogodzie (wiatr, fala, deszcz). Przy bezwietrznej aurze i flaucie, brak wyników. Szczupak 120 cm wziął na wodzie ok. 2 metrów głębokości. Hol trwał ze 20 minut i emocje były wielkie, bowiem byliśmy blisko łodzi kolegów i mogliśmy wszystko obserwować z 10 metrów. Ryba ważyła ok. 13 kilogramów. Wzięła na 12 cm Predatora w kolorze żółtoczerwonym. Reanimacja szczupaka trwała parę minut, ponieważ ryba była wycieńczona holem i sesją zdjęciową ale po natlenieniu odpłynęła z werwą zdrowa. Średnia długość łowionych szczupaków to 70-75 cm ale były 80-tki, 90-tki nawet jeden 99 cm. Reasumując, wyjazd bardzo udany, choć w przyszłym roku pojedziemy 2 tygodnie później. Bardzo Wam dziękujemy za profesjonalizm i wskazanie łowiska o wielkiej obfitości szczupaka. Koledzy z drugiej grupy, jak donosili, już zaklepali sobie miejsce na przyszły rok. My zobaczymy i liczymy, że może odkryjecie jeszcze coś równie wspaniałego na nastepny sezon. Grupie, która miała przyjechać po nas, starym zwyczajem, zostawiliśmy list z ,,instrukcją". Mam nadzieje, że też wrócą zadowoleni.
Pozdrawiam, Piotr Jędral
|
|
Właśnie wróciliśmy z Finlandii (Joroinen), wszystko według opisu. Ładny, super ulokowany domek. Przemili gospodarze z którymi spędzaliśmy dużo czasu, bardzo pomocni, dwa razy według naszych próśb zorganizowali nam pobyty na dwóch różnych rzekach. Szczupaki tak jak w opisie, udało nam sie złapać kilka w przedziale 85-98 cm i dużo (ok 80 ryb) w granicach 40-60 cm. Na koskach padły trzy sztuki pstrągów 46, 50 i 56 cm, ale kosztowało nas to kilka ładnych godzin biczowania wody na 300 metrach długości rzeki.
Dziękujemy za pomoc w zorganizowaniu wyprawy.
Wojciech Słowik i Andrzej Duda
|
|
Witam Panie Tomku,
Jeżeli chodzi o warunki zakwaterowania i współpracę z gospodarzem ośrodka
nie mamy zastrzeżeń. Wszystko odbyło się jak należy, zresztą większych niepodzianek nie
oczekiwaliśmy, ponieważ na Syrsan byliśmy również w zeszłym roku i braliśmy te dobre
warunki pod uwagę wybierając tegoroczny wyjazd.
Na plus należy zapisać, że Peter doposażył swoje domki w suszarki elektryczne do odzieży co teraz bardzo się przydawało.
Tylko ryby nas znowu zawiodły. We wrześniu 2009 było za ciepło i szczupak nie żerował,
a teraz z kolei wiosna przyszła zbyt późno i woda była za zimna. W dzień przyjazdu zaledwie 5 stopni, tydzień potem tylko 9 miejscami 10.
Tak więc nie połowiliśmy za dużo, ale może zgodnie z przysłowiem do trzech razy sztuka i trzeba spróbować ponownie?
W każdym razie do pogody nie możemy mieć pretensji bo na nią wpływu niestety nie mamy.
Wszystko pozostałe było o.k.
Dziękujemy za organizację wyjazdu, serdecznie pozdrawiamy Całą Ekipę Eventurfishing
i pozostajemy z wędkarskimi pozdrowieniami
Tomasz Nawrocki i koledzy,
|
|
Witam! W okresie 8/16 maj 2010, miałem okazję uczestniczyć w wyjeździe grupowym do Valdemarsvik.W ciągu tygodnia łowienia w 8 osób + przewodnik (Robert Taszarek) złowiono kilkadziesiąt szczupaków w rozmiarach 50-101cm. Pomimo ciężkiej i trudnej pogody udało się skusić do brania na obrotówki, gumy, jerki sporo szczupaków, które buszuwały w płytkich zatokach. Osobiście uważam wyjazd za udany. Złowiłem sporo szczupaków w tym min. 76cm, 78cm, 87cm i 101cm, choć jak zaznaczam nie bylo łatwo. Ryby migrowały i trzeba było ich szukać po zatoczkach. Na wyniki wpływ miala też niska temperatura wody i zmieniająca się pogoda. Podsuwowując jednak wjazd był udany, szczególne podziękowania przekazuję firmie Eventur Fishing oraz super przewodnikowi Robertowi Taszarkowi. Pozdrawiam wszystkich uczestników tej wyprawy dziekując za miłą atmosferę.
Tomasz Lasoń
|
|
Witam
Wyjazd mimo złej pogody uważam za udany. W porównaniu z innymi ekipami wędkującymi na szkierach przynajmniej mieliśmy kontakt z rybą. Zimna woda nie sprzyjała żerowaniu bo ryby widać było doskonale na 2m. Pamiętam sporego szczupaka, który dostał dwa razy gumę pod sam pysk i nawet nie drgnął. Trafiony w pysk powoli odpłynął. W sumie udało się oszukać ok 50 szt na całą grupę. Okazów zabrakło, ale dla mnie najważniejsze było wypocząć od pracy co udało się w 100%. Pozdrawiam Rafał Bednarkiewicz |
|
Jeśli chodzi o nasz tak długo oczekiwany, wręcz wymarzony urlop na wyspę Smago to mogę powiedzieć że na pewno się udał. Domek zasługuje na pięć gwiazdek, a gospodarze na sześć to naprawdę przemili ludzie.Wyspa przepiękna, zero kontaktu z ludźmi, zerowy ruch wodny, sporadyczne łodzie. W sumie ja bym to nazwał oazą spokoju.Przypomnę że w naszej zgranej piątce uczestniczyły dwie kobiety, a jak kobiety są wniebowzięte to nam już tym bardziej niczego nie brakowało. Przejdźmy do ryb, można powiedzieć że wędkowaliśmy w trójkę. Nasze panie sporadycznie, ale pozytywnie ok 11 ryb. My złowiliśmy 71 ryb wagowo nie były to rekordowe sztuki, ale zabawa była przednia ryby w granicach 60cm-85cm. Wynik pewnie byłby większy gdyby nie nagła zmiana pogody, która przez ostatnie trzy dni znacznie popsuła nam nastroje co było skutkiem natychmiastowego spłynięcia z wody w celu ratowania załogi i sprzętu. Fale wlewały sie nam do łodzi. Pogoda zmieniła sie w ciągu parunastu minut ale żyjemy i możemy cieszyć sie z wspaniałego wyjazdu.
Ps. Ryby najchętniej brały na blachy bez zaczepowe, wahadłówki, gumy w kolorze śledzia. Najlepiej coś z brokatem. Jeśli chodzi o jerki, poniżej oczekiwań. Szczupak jeszcze w słabej kondycji.
Brania na płytkiej wodzie 0.5 - do 2 m. Zero kontaktu z inną rybą. Wysyłam parę fotek fajnie by było zobaczyć je w waszym albumie.
Ślemy wielkie podziękowania Krzyś, Agata, Krzyś, Iwona, Darek.
|
|
Właśnie wróciłem z Fiolen i uważam, że wiosna jest zdecydowanie lepsza jeśli chodzi o ryby. Trafiłem co prawda na fatalną pogodę, bo praktycznie cały czas wiał wiatr, padał śnieg, deszcz i było bardzo zimno. W nocy -3 w dzień + 3. Ale i tak było ok. Najmniejszy szczupak ważył ok 4 kg największy 8 kg 103 cm. W sumie wyjąłem 6 sztuk 1x8kg, 1x6kg, 4x4 kg. Bardzo dużo brań przegapionych ze względu na skostniałe ręce. Wszystkie ryby wróciły do wody.
Pozdrawiam, Janek Książka
|
|
Cześć Maciek,
Jarek Kowalczyk
wyjazd do Kanady był chyba najlepszy w życiu. 9 sztuk jesiorów ponad 2 m. 3 sztuki w okolicach 2,5 m, największy 2,5 mi 107 cm w obwodzie. Jakaś godzina holu w 3 osoby, już mieliśmy naprawdę dosyć. Łososi jak zawsze sporo i nawet kolega złowił jednego Kinga. Chris i przewodnik James to super ludzie. Wszyscy jesteśmy bardzo zadowoleni. Pogadam z chłopakami w sprawie wyjazdu za rok bo są chetni. Przesyłam kilka fotek.. |
|
Panie Maćku,
Serdeczności Wojtek z Warszawy
Trudno odnaleźć się w domu i pracy po powrocie z tak wspaniałej wyprawy. Nie znajdę nawet słów aby wyrazić podziękowanie i zadowolenie. Nie dość, że wszystko spełniło w nadmiarze, moje oczekiwania to jeszcze wyniki :-)) wszystko było NAJ po prostu wspaniale. Już się dozbrajam na kolejną wyprawę i planuję maj 2010. Na uznanie zasługuje nie tylko organizacja i rzetelność Eventur Fishing ale szczególnie obecność i postawa Roberta i Mateusza Taszarków. Nie często spotykam przewodników - opiekunów, którzy robią znacznie więcej niż się oczekuje. Zarówno atmosfera, humor, fachowość oraz podejście do wszystkich aspektów pobytu byu po prostu NIEPRAWDOPODOBNE. Poprzeczka została postawiona naprawdę wysoko i jestem pewein, ze kolejne wyprawy sprostają oczekiwaniom. Już nie mogę się doczekać na maj z EF oczywiście. |
|
Witam Panie Tomku
Pozdrawiam serdecznie - Karol
Wyjazd do Arkosund zaliczam do udanych - 64 szczupaki w 2 osoby (jeden 115 cm, 3 po 86 cm i reszta 60-70cm), a to z winy dobrej łodzi z silnikiem i małej presji wędkarskiej. Pogoda dopisywała na przemian. Łódka z dwoma osobami płynęła do 28 km/h (4 osoby = 18 km/h), spalanie 31 l /100 km. |
|
Panowie.
Pozdrawiam,W tym roku to już drugi wyjazd jaki miałem przyjemność organizować dla moich przyjaciół za pośrednictwem państwa biura. Pomimo tego, że ryby nie obrodziły (ilościowo) tak jak w maju w Gamleby, to wyjazd należy uznać do udanych. Ilościowo łowiliśmy średnio około 6-9 szczupaków na osobę dziennie w przedziale 60-90cm. Dwa razy mieliśmy szansę na naprawdę dużą rybę ale jak to bywa w tym sporcie - lepszy wygrywa... tym razem nie byliśmy to my ... Te dwa esoxy były przy łódce (a jeden w połowie na łodzi ) i mierzył w granicach 110-120 cm. Robert jako ekspert łowiska zdał egzamin na 5 z dużym plusem, a jego obecność zaoszczędziła nam dużo czasu w rozpracowaniu łowiska. W maju na pewno powtórzymy wyjazd do Valdemarsvik. Jacek Lewandowski |
|
Witam P. Tomku
Pzdr. Krzysztof i Agata
Wyjazd zaliczam do udanych, choć to pierwszy raz na ryby za granicę. Pogoda była przepiękna cały tydzień, słońce rybom to raczej nie odpowiadało ale my jako amatorzy zaliczamy go jako udany. Ryb złowiliśmy ok 30 szt. razem z moją narzeczoną, która naprawdę sobie dobrze radziła. Okolica jest przepiękna i bardzo mili gospodarze. Ślę podziękowania i myślę że następny wyjazd już w przyszłym roku.... |
|
Witam serdecznie Panie Tomaszu.
Pozdrawiam,Z tej strony Ryszard Białogrecki wraz z kolegami. Jeszcze raz chcę podziękować za wspaniałą przygodę wędkarską jaką dzięki Pana pomocy mieliśmy okazję doświadczyć na szkierach Gryt. Choć pogoda spłatała nam figla racząc nas wręcz letnimi temperaturami, czego sie na północy nie spodziewaliśmy, udało nam się i tak złowić w ciągu tego tygodnia około 35 szczupaków, w tym jednego 90 cm o wadze prawie 8 kilogramów oraz kilkanaście okoni i co ciekawe jazia i parę płotek na blaszkę. Sam ośrodek jest o bardzo fajnym standardzie, a i łodzie tak jak Pan mówił były bardzo wygodne i bezpieczne. Jeszcze raz dziękuje w imieniu swoich kolegów i moim własnym oraz proszę o przesłanie katalogu z ofertą na przyszły rok bo już o tym cała nasza trójka myśli. Ryszard |
|
Panie Tomku
Kilka słów na gorąco po wyprawie do Valdemarsvik. Było wspaniale!!!! Ośrodek pięknie położony, domki idealne dla 3 osób - tak jak Pan zresztą powiedział, piękne krajobrazy, cisza i spokój. Wspaniałe miejsce. O tym, jak dobrze nasza ekipa się tam czuła niech świadczy fakt, że po 48 godzinach WSZYSCY straciliśmy poczucie czasu :-). No i najważniejsze: bardzo duży potencjał łowiska, ogromna ilość ryb i oczywiście dużo emocji na wodzie podczas holowania szczupaków i wielgachnych okoni. Zaskoczeniem był fakt, jakie przynęty były najczęściej atakowane..... były to obrotówki. 80% ryb zostało złapanych na ten typ przynęty. Najbardziej łowna okazała sie "Czarna Furia" Meppsa w wielkości 4!!!! Reszta szczupaków złowiona została na dżerki i dosłownie pojedyncze sztuki na wahadłówki i gumy. Metrówka nie padła chociaż było bardzo blisko - jedna wisiała już na gripie, i gdyby był on porządny to byłaby "metrówa", a że był to wyrób .... OK nie będę pisał jaka to była firma :) W sumie cała grupa złapała około 150 szczupaków, co nie jest wynikiem imponującym, ale poza frajdą z łowienia mieliśmy tez iście letnią pogodę co pewnie istotnie wpłynęło na wyniki. Jeszcze jedna istotna sprawa, o której chcę napisać. Valdemarsvik straciłoby większość swoich walorów bez obecności Pana Roberta Taszarka. Wspaniały człowiek z ogromnym poczuciem humoru, olbrzymią wiedzą wędkarską, którą chętnie sie dzieli z uczestnikami, super detaliczne rozpoznanie łowiska - po prostu coś NIESAMOWICIE WSPANIAŁEGO!!!!! Ilość wiedzy jaką Pan Robert przekazuje podczas takiego pobytu jest po prostu gigantyczna. Techniki łowienia, przygotowanie przynęt pod łowisko, cenne uwagi i "czytanie" wody - te lekcje są nie do przecenienia. Przede wszystkim dzięki Jego obecności, a także obecności jego syna Mateusza, ten wyjazd był wspaniałą przygodą wędkarską.
Pozdrawiam,Olgierd |
|
Witam,
Na początek chciałbym podziękować za profesjonalną i miłą obsługę rodzinnego wyjazdu do Valdemarsvik, zarówno od strony organizacyjnej jak i porad wędkarskich.
Ośrodek w Valdemarsvik spełnił nasze oczekiwania, okolica bardzo cicha i spokojna z pięknymi widokami. Dużym plusem ośrodka jest plac zabaw dla dzieci i kąpielisko, niestety woda była trochę za zimna. Nasz wyjazd był typowo rodzinny (ja, żona, 3,5-letnia córka i mój tata) tak więc było sporo zwiedzania Szwecji, a jest co i niestety trochę mniej uganiania się za rybami.
Mimo małej ilości czasu spędzonego na wodzie udało mi się przechytrzyć całkiem sporo esoxów i parę garbusów, nawet mój tata, osoba trzymająca spinning pierwszy raz w życiu, zanotował kilkanaście ładnych ryb. Muszę także pochwalić się córką Kasią, która samodzielnie z pomostu łapała ryby (2 okonki i ukleję), 3 metrowym bacikiem.
Wyjazd do Valdemarsvik był drugim wyjazdem do Szwecji za pośrednictwem Waszego biura i na pewno nie ostatnim.
Serdecznie pozdrawiamDarek Białołęcki z rodziną |
|
Witam Panie Tomku!
Chciałabym podzielić się wrażeniami z pobytu w Hestoysundet w Norwegii, gdzie byliśmy w czerwcu. Miejsce bardzo urokliwe, świetne łowisko (zwłaszcza dorsza), nowe, niezawodne łodzie. Domek, w którym mieszkaliśmy jest jeszcze niewykończony (brak tarasu), ale w środku bardzo dobre warunki. Nie wiem, czy gospodarz potraktował nas ulgowo, czy każdego tak traktuje, ale byłam mile zaskoczona opłatą za paliwo do łodzi (stosunkowo tanio). W tamtym roku za tydzień zapłaciliśmy tyle co tu za 2 tygodnie, a silnik był tej samej mocy, może dlatego, że nowy. Ośrodek ogólnie o trochę niższym standardzie niż w Seter Brygge, ponieważ chyba dopiero się rozwija, ale nie narzekam. W załączeniu przesyłam kilka fotek średniej jakości z nadzieją, że któraś z nich pojawi się w katalogu na następny rok.
Pozdrawiam,Edyta Skowrońska |
|
Witam,
w imieniu całej grupy, która brała udział w wyjeździe nad szkiery Św. Anny w dniach 06-13.06.2009 serdecznie Panu dziękuję za organizację wyjazdu. Wyprawa udała się znakomicie. Miejsce, organizacja, wyposażenie na 5+.
Co prawda, pewnie zgodnie z informacją jaką ostatnio dostałem z Waszego biura, ryb ilościowo nie było dużo, ale padły nasze życiowe rekordy: 103, 105 i 107 cm, z czego ten 105 ważył 11,5 kg. Udało nam się tym samym ustalić aktualny, tegoroczny rekord szkierów Św. Anny (taką statystykę prowadzi gospodarz domków).
Jeszcze raz serdecznie dziękuję i mam nadzieję, że w kolejnych latach uda nam się jeszcze wielokrotnie skorzystać z Państwa usług.
Pozdrawiam,Igor Bednarski i ekipa |
|
Dzień dobry Panie Maćku,
Minęło już kilkanaście dni od mojego powrotu z kolejnej wyprawy na jezioro Sommen. Ten rok w przeciwieństwie do ubiegłego był nieco gorszy. Ryby brały nieregularnie i dość słabo jak na warunki szwedzkie. Trzeba było lekko się napracować i szukać miejscówek. Nie mniej codziennie łowiliśmy po kilka, czasami po kilkanascie szczupaków. Jezioro,że tak powiem nie dało nam żadnego "metrowca". Większość łowionych ryb miała po 70 - 80 cm. Było chłodno i pochmurnie z dużymi skokami ciśnienia i temperatury. Uważam wyprawę za bardzo udaną, połowiliśmu do syta. A że trzeba było się na kombinować, aby złowić rybę, cóż takie jest życie wędkarza.
Pozdrawiam,Andrzej Pióro P.S. Gospodarze i warunki socjalne na najwyższym poziomie.Dziękuję. |
|
Szanowny Panie Maćku,
Właśnie wróciłem znad jeziora Randsfjorden - bardzo dziękuje za naprawdę udany urlop! W załączeniu przesyłam kilka zdjęć. Wypad bardzo udany, mimo że trochę liczyliśmy także na okonie, które jednak bardzo słabo żerowały. Uwagi zawarte w przewodniku bardzo pomogły, szczególnie w zakresie doboru miejscówek do spiningowania. Praktyka jedynie zweryfikowała dobór przynęt - 50% brań (w tym te najlepsze) było na wahadłówkę alga nr 3, złotą matową, dalsze 30-40% na inne błystki i woblery, na gumy mieliśmy zaledwie kilka pobić oraz jedno udane lądowanie pstrąga (2,5kg) z trollingu. Widoki piękne, cisza, spokój, miły gospodarz, z którym dogadywaliśmy się bez żadnych problemów i doskonała łódka - jesteśmy bardzo zadowoleni.
Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękujęJacek Lewandowski |
|
Panie Maćku,
Pozwalam sobie tą drogą wyrazić moje uznanie dla poziomu organizacyjnego wyprawy na szczupaki do Valdemarsvik. Sprawna organizacja (podziękowania dla p. Tomka Wieczorka), świetne miejsce - nie tylko z punktu widzenia wędkarskiego. Atrakcyjny akwen zasobny w ryby po którym mogliśmy się przemieszczać dobrymi i bezpiecznymi łodziami, warunki zakwaterowania, wszystko to sprawiło, że jestem bardzo zadowolony. Szczególnie godną podkreślenia okazała się sposobność wędkowania pod okiem tej klasy specjalisty, jakim jest pan Robert Taszarek. Możliwość wysłuchania jego taktownych sugestii i podpatrywania jego technik czyni wyjazd do Valdemarsvik dodatkowo wyjątkowo atrakcyjnym. To bardzo miła i życzliwa osoba o kwalifikacjach i kompetencjach wędkarskich poza wszelką dyskusją. Taka opinia o panu Robercie była powszechną w naszej grupie. Dla mnie była to duża przyjemność złowienia wielu ryb (ok. 25 - w tym okaz prawie 90cm i o wadze ok. 6,5kg) na tak urokliwym i zasobnym akwenie, w wyjątkowym jak się okazało i kameralnym gronie uczestników.
Serdecznie pozdrawiamDziękuję za niezapomniane wrażenia. Grzegorz Malinowski |
|
Szczęśliwie wyprawa dobiegła końca - w sumie niestety, bo Boren jest wprost niesamowitym miejscem. Mimo tego, że pogoda była bardzo niestabilna - kilka razy w ciągu dnia drastycznie zmieniały się warunki (od pełnego słońca, bez wiatru, do wichury i ulewy - i wszystkie stany pośrednie) wyniki były dobre. Nie udało się wyciągnąć metrówki, jedna się spięła przy łodzi - kolega, który ją wyciągał jak zobaczył co jest na haku po prostu "zamarzł" z wrażenia, no i przy spektakularnym wyskoku ryby nie utrzymał kontaktu ....... i to by było na tyle.... W sumie przez 3 dni udało się złapać około 40 sztuk, największa miała 90 cm. Czegoś takiego (mimo w sumie przeciętnego rezultatu znając Pana relację potwierdzoną zresztą przez Bengta :) ) nie dane nam było jeszcze przeżyć. Jeśli chodzi o przynęty - jerki nie zdały egzaminu.... 2 brania. Jedno na 14 cm tonący Fatso (kolor - Natural Roach) i jedno na 18cm tonącego Jacka - niestety Jack stracony ryba popłynęła z nim w pysku (przypuszczam, że miałem zbyt krótki przypon). Absolutnym hitem okazały się gumy!! Do godziny 17 w kolorach naturalnych (srebrny, biały, perłowy brzuch, czarny, niebieski grzbiet + czerwone dodatki), po godzinie 17 wszystkie odcienie żółtego z czarnym grzbietem. Najlepiej wypadło kopyto RELAX 4-L i Mann's Predator. Generalnie zero ryb przy brzegach, wszystkie leżały na 4-5 metrach w zielsku, pewnie dlatego głębiej schodzące gumy delikatnie podszarpywane były tak skuteczne. Efekty znacznie się poprawiły po dozbrojeniu gum małą kotwicą od spodu. Gdybyśmy zaczęli tak od początku, myślę, że efekty byłyby znacznie lepsze.
Olgierd Madej
|
|
Pozdrawiam po powrocie ze Steigen, wpisałem się na rekord ośrodka wspaniałą brosmą - ponad 6 kg. Wszyscy uczestnicy wyprawy są bardzo zadowoleni i będziemy bukować dwa domki w 2011 roku na sierpień.
Jacek Molenda
|
|
Wróciliśmy tydzień temu z Ivosjon. Klęska totalna jeżeli chodzi o ilości. Pogoda taka, że nawet nam się nie chciało pływać, a rybom brać. Tak jak do tej pory łapaliśmy na wyjazdach powyżej 100 szt. na głowę tak w tym roku razem złapaliśmy około 70 szt. (statystycznie 17 szt. na głowę czyli niespełna 3 dziennie). Pocieszeniem było tylko to, że trafiliśmy 9 szczupaków powyżej metra. Jeden z nich w załączeniu. Pod względem wielkości tak dobrze nie było nigdy. Zawsze dominowały "kajtki" 45-60 cm i 1-2 metrówki na wyjazd. Tym razem rzadko schodziliśmy poniżej 80 cm a większość miała 90-95 cm. Tak więc było i dobrze i źle.
Jacek Białecki
|
|
W imieniu swoim i kolegów chciałbym Państwu serdecznie podziękować za zorganizowanie nam pobytu nad malowniczym jeziorem Hjalmaren. Nasza 5-osobowa ,,ekipa" (Jarek, Marek, Ernest, Stasio i ja Piotr) spędziła wspaniały tydzień obfitujący w wędkarskie emocje i waleczne ryby. Złowiliśmy ok. 80 sztuk szczupali (1 metrówka, 4x 90-tki, 10x 80-tki i reszta to 70-tki i 60-tki) Warto wspomnieć, że ryby małe /45-55 cm/ stanowiły tylko ok. 10% ogółu złowionych. Ryby brały wprawdzie chimerycznie, często odgryzały ogonki w kopytach, ale generalnie w okresie żerowania (wiatr i pochmurno) brały zdecydowanie. Gospodarz obiektu - Patryk, zajefajny gość, życzliwy i lubiący Polaków. Zresztą na każdym kroku walcząc ze stereotypem Polaka zachowywaliśmy porządek (np. pety lądowały do słoika na łodzi a nie do wody, co czynił sam palący gospodarz i mocno był zdziwiony jak zobaczył słoik). Domki były ok. Wystarczające by przenocować w normalnych warunkach. Okolica zatoki po prostu uroczysko... byliśmy wszyscy zachwyceni. ponieważ jesteśmy również, a może przede wszystkim myśliwymi, zwracaliśmy szczególną uwagę na lasy i zwierzynę. Pływające dzikie gęsi z młodymi pozostaną długo w naszej pamięci. W przyszłym roku chcemy uderzyć do Finlandii - liczymy na również celująco wybrany dla nas cel wyprawy. Jednak wybór wody w maju jest istotny. Wracały załogi na promie, które nie złowiły nic ... /Asnen/ ...ale tak bywa.
Pozdrawiamy serdecznie i jeszcze raz dziękujemy !!!Piotrek Jędral |
|
Witam Panie Tomku.
Pozdrawiam zespół Eventur FishingTradycyjnie, po zakończonej wyprawie, spieszę podzielić się z Panem wrażeniami. Po pierwsze, dziękuję za przygotowanie i zorganizowanie wyjazdu pod względem formalnym - jak zwykle bez zarzutu. Szkiery Gryt obdarowały nas sporą ilością szczupaków. Ryby klasowały się w przedziale od 60 do 85 cm. Trafiło nam się kilka sztuk 90 cm i trochę więcej. Złowiliśmy także 3 szczupaki ponad metrowej długości. Największy mierzył 106 cm. Wszystkie duże sztuki brały na bardzo płytkiej wodzie, od 1,5 m do 1 m głębokości. Na głębszej wodzie zdarzały się mniejsze sztuki. Jeśli chodzi o przynęty, praktycznie łowiliśmy na wszystko, co było pod ręką - gumy (w większości krótkie kopyta), obrotówki, wahadłówki, jerki (szczególnie piękne, pokazowa brania - polecam). Jesteśmy bardzo zadowoleni z łodzi - niezawodny silnik i spore rozmiary gwarantowały bezpieczne wędkowanie. Jednak tym razem mam parę zastrzeżeń, które - mam nadzieję - zwrócą Państwa uwagę. O tym, że zabrakło kanistrów na paliwo, już Pan wie. Tutaj wielkie podziękowanie dla Pana za pomoc. Jednak podejście obsługi do tego problemu trochę mnie zaniepokoiło - kazano nam czekać do poniedziałku. Gdyby nie Pana interwencja, pewnie tak by się to zakończyło. I jeszcze jedna, być może mało istotna uwaga dotycząca wyposażenia domku. Jako kobieta akurat zwracam na takie rzeczy uwagę. W komplecie naczyń brakuje przynajmniej jednego dużego garnka. Największy rondel miał 1 litr pojemności. Nasza dwójka jakoś sobie poradziła, ale wiem, że panowie z domku obok narzekali na ten dyskomfort. I ostatnia uwaga - w domkach nie ma telewizora, więc chyba wypadałoby zmienić tekst reklamowy. Mnie osobiście telewizja nie jest do szczęścia potrzebna, ale byli tacy, którzy zwrócili na to uwagę. Jezioro Hjalmaren - wielkie, urocze, pięknie położone. Tutaj nie było tylu sukcesów jak na szkierach Gryt. Być może to wina bardzo kapryśnej pogody, na jaką trafiliśmy. Złowiliśmy kilka sztuk szczupaków przez tydzień. Ryby raczej niewielkie. Jedna metrówka, która się nam przytrafiła, niestety spięła sie przy łódce. Przynęty - jerki i małe kopyta na lekkich główkach, które doskonale sprawdzają się przy wędkowania na płytkiej wodzie porośniętej grążelami. Branie szczupaków - w przeciwieństwie do brań na szkierach - bardzo delikatne, ledwo wyczuwalne. Moje uwagi - silnik zepsuł nam się dwa razy. Za pierwszym razem nie odpalił jeszcze w przystani, ale za drugim razem padł w zatoce i musieliśmy wracać do ośrodka 1,5 km na wiosłach. Czuliśmy się niepewnie za każdym razem, gdy planowaliśmy wypłynąć - to było dość denerwujące. I na koniec Panie Tomku jeszcze jedno - nie wiem, jaka roślina w tym okresie nad jeziorem pyli (wszystko było żółte), ale dla alergików to byłaby ważna informacja. Pewnie nie byliby zadowoleni, gdyby po przyjeździe się okazało, że nie mogą np. oddychać. Ja pewnie jestem uczulona na inne pyłki, chociaż i tak miałam trochę problemów. Podsumowując - generalnie jesteśmy zadowoleni. Poznaliśmy nowe łowiska i ich zasobność w ryby. Zrobiliśmy mnóstwo zdjęć pięknych widoków. Za to wszystko dziękuję i mam nadzieję, że moje uwagi pozytywnie wpłyną w przyszłości na Państwa ofertę. W załączeniu przesyłam kilka zdjęć naszych okazów. Iwona i Norbert Sudoł |
|
Witam,
Jesteśmy po wyprawie do Steigen. Byliśmy tam w dniach 8-15.05. w czteroosobowej ekipie. Jesteśmy zadowoleni z pobytu, chociaż wędkarsko pozostał niedosyt, głównie z uwagi na pogodę, która nie pozwalała rozwinąć skrzydeł. Na ten element nie mieliśmy niestety wpływu. Przez pierwsze dni pobytu wiał silny wiatr połączony z opadami deszczu. Łowiliśmy też w taką pogodę, powiedziałbym ekstremalnie, ale dzisiaj na to patrząc, było to niepotrzebne i ryzykowne, nawet wewnątrz fiordu. A i ryba też nie brała, chociaż jako jedyni na campie złapaliśmy wtedy dwa zębacze. Jeden z nich (3,5 kg) wywinął się koledze i złapał go zębami za dłoń. Było trochę strachu i krwi, ale do dzisiaj jest z czego się pośmiać. Dopiero na trzy dni przed końcem, można było wypłynąć na otwarte wody. I też poznawać zaczęliśmy łowisko. Co prawda wielkie okazy nie padły, ale ręka podczas połowów bolała. Przede wszystkim zachwyciła nas różnorodność gatunków. Nigdy nie wiadomo było co ukaże się na końcu zestawu. W sumie złapaliśmy kilkadziesiąt dorszy, największy prawie 12 kg - 108 cm, było też parę pod 10 kg i kilka ósemek. Oprócz dorszy często holowane były molwy, brosmy, plamiaki oraz niewielkie czarniaki. Wyholowaliśmy kilka plamiaków o wadze ponad 3,5 kg i kilka czarniaków o wadze ok. 4 kg. Nie wspomnę setki pomniejszych czarniaków, które choć miały wymiar, trafiały do wody. Trafił się też karmazyn, chociaż specjalnie za nimi nie uganialiśmy się. Jedna uwaga dla wszystkich tam jadących: zapomnijcie o wcześniejszych połowach w Bałtyku i nawykach nabytych na kutrach. Tu jest inna woda, inne ryby i inne techniki łapania. Owszem, pilkerowanie bałtyckim sposobem zabezpieczy Was w ryby na filety, ale o okazach trzeba zapomnieć. Tu ryba bierze na każdej głębokości i nie trzeba walić pilkerem w dno. Np. czarniak uderzył w pilker przy burcie łodzi, ściągany w ekspresowym tempie. Polowanie natomiast na okazy to na wodzie ciężka robota. Wędzisko 600-800 gr. i główki 400-500 gr. z gumą 25-30 cm. Tylko Ci mogą liczyć na wielkie ryby. Nam osobiście nie zależało na złapaniu jednej wielkiej ryby, ale na zabawie i wielości wyholowanych gatunków. Reasumując pobyt udany, choć następnym razem pojadę pewnie w sierpniu i wtedy przeznaczę część pobytu na spotkanie wielkiej ryby. Początek maja nie jest też zbyt korzystnym terminem, z uwagi na niestabilność pogody. Warunki natomiast na campie wyśmienite, gospodarz miły i przyjaźnie nastawiony do gości. Jestem ciekawy jakie wyniki osiągnęli wędkarze w innych ośrodkach Norwegii, bo podczas spotkania w Karlskronie, miny mieli nie tęgie. I jeszcze na koniec dwie uwagi, myślę że istotne. Podczas tej długiej trasy, już na północy Szwecji pojawił się problem tankowania paliwa. W nocy stacje są nieczynne (tzn. bezobsługowe) i trzeba mieć banknoty w nominałach 100 czy 50 SEK, żeby móc zatankować. Myślę, że należy o tym poinformować wyjeżdżających. Druga sprawa to sporządzenie instrukcji w języku polskim do GPSów i echosond i wyłożenie ich w ośrodku. Szkoda na miejscu czasu na rozgryzanie funkcji, akurat dla tych modeli (są tam różne typy). Generalnie mogę stwierdzić, że tego oczekiwałem i dlatego myślę, że kiedyś pojawię się tam znowu.
Pozdrawiam zespół Eventur FishingMirosław Juszczak |
|
Szanowni Państwo,
W imieniu swoim jaki osób, które brały udział w wyprawię wędkarskiej do Gamlebyviken, chciałbym podziękować za organizacje całej wyprawy, jak i pomoc w wytypowaniu miejsca naszego pobytu. Jak się okazało termin naszego wyjazdu 16-23 maja okazał się strzałem w przysłowiową dziesiątkę.
Podczas pobytu nasza czteroosobowa załoga złowiła 232 szt. szczupaka. Padła jedna metrówka Jacka, Pawłowi zabrakło 8mm do upragnionego szczęścia. Kilka ryb w powyżej 90cm oraz kilka osiemdziesiątek, około 80% ryb było w granicach 60-80cm. Ryby brały w zatokach na płytkich blatach mocno porośniętych roślinności na głębokości max 2,5m. 90% ryb padło na wahadłówki typu Alga i Mors w rozmiarze dwa lub trzy, prowadzonych szybkim tempem. Pogoda: zwariowana kilka razy dziennie padał deszczy, raz grady, ciągle zmieniała się siła i kierunek wiatru. Temperatura wody w dniu przyjazdu 10 stopni, na koniec w płytkich zatokach dochodziła do 15 stopni. Ryby całkowicie ignorowały gumy, kilka sztuk padło ona jerki i obrotówki.
PozdrawiamJacek Lewandowski |
|
W dniach 9-16 maja 2009 roku wraz z kolegami łowiliśmy szczupaki na zatoce Valdemarsvik. Przyznam, że nie spodziewałem się tak uroczego miejsca i tak obfitych połowów. Sam złowiłem ponad 30 dorodnych szczupaków, a niektórzy koledzy znacznie więcej. Ale ryby to nie wszystko, powala na kolana dziewicza przyroda, przeźroczysta woda (Bałtyk!) i świetna atmosfera. Szczególne podziękowania dla Pana Roberta Taszarka, profesjonalistę i człowieka wielkiej kultury, dzięki któremu jednego dnia złowiłem 12 szczupaków. Ktoś taki w takim miejscu to gwarancja udanych połowów. Dziękuje również Tomkowi i całej firmie Eventur Fishing za wspaniały urlop!
Roman Kotliński z Łodzi
|
|
Witam Panie Tomku.
Pozdrawiam,Wczoraj wróciliśmy z Hjalmaren. Dziękujemy. Wrażenia bardzo pozytywne, przede wszystkim wędkarskie (załączniki). Trafiła się pierwsza metrówka - dokładnie: 108cm. Mi udało się złapać na trolling 66 cm bolenia. Pan Patrick (nasz gospodarz) pierwszy raz widział taką rybę ;) Najbardziej obfite łowy to zatoczki. Mieliśmy dwie ulubione i w dobrym dniu, kilkanaście szczupaków w ciągu godziny było wynikiem jak najbardziej realnym (dla trzech wędkujących) No i ... trzeba mieć sporo pokory wobec tego sporego, jak na nasze warunki, akwenu. Pogoda zmienia się bardzo szybko, zwłaszcza w czasie, jaki nam się trafił. Mieliśmy bardzo zmienną aurę i w czasie jednego dnia był deszcz, ostre słońce, wiatr z różnych kierunków i o różnej sile. Zdarzyło nam się spływać z trolingiem, kiedy zaczęło padać, a po chwili szybko wyciągaliśmy przynęty i na pełnym gazie schodziliśmy z jeziora. Nawałnica, którą zauważyliśmy w odległości ok. 4 km dopadła nas w ciągu 2 minut. Ogólne wrażenia - bardzo pozytywne ;) Marek Fiec |
|
Dziękuję bardzo za wspaniały wyjazd. Na pewno się jeszcze gdzieś z wami wybiorę. Wynik był niezły bo we dwóch przez sześć dni złowiliśmy 60 szt. szczupaka ale rodzynkiem tej wyprawy był miętus 4,5 kg i 79 cm to wynik lepszy od rekordu polski. Przesyłam zdjęcie i proszę o umieszczenie go w galerii, myślę że nie tylko szczupak powinien być celem wyjazdów na ww. szkiery.
PozdrawiamMarcin Rutka |
|
Witam po kolejnej udanej wyprawie do Szwecji. Jezioro Ivagsjon to piękny zbiornik zasobny w niewyobrażalną ilość DUŻYCH szczupaków. Niestety trafiliśmy na wyjątkowo paskudną pogodę (brrr, jeszcze dziś mi w kościach strzyka). Mimo to, ponad metrowe MAMUNIE dały namówić się na nasze przynęty. Zalecenia miejscowego przewodnika nie przyniosły spodziewanych efektów, dotyczyło to tak lokalizacji jak i metody. W końcu dogadaliśmy się z jeziorem, a potem już poszło. Dziękuję za pomoc związaną z zamianą silnika i za pomoc w wyborze jeziorka. Dla Ivagsjon maksymalna ilość gwiazdek. Nasz aparat fotograficzny też miał awarię więc nie mogę przesłać całej dokumentacji z trofeami.
PozdrawiamMaciek Chlebicki |
|
Szanowni Państwo
Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękujęUprzejmie dziękuję za profesjonalną organizację wyjazdu do Arkosund. Wraz z kolegą mieliśmy okazję wrócić z tego przeuroczego miejsca w poprzednią niedzielę. Pod każdym względem wyjazd był udany. Złowiliśmy ponad 160 szczupaków, największe miały 107, 98, 98, 88 cm. Łowiliśmy przede wszystkim w bardzo płytkich zatokach. Średnia głębokość łowisk nie przekraczała 1 m. Najskuteczniejsze były slidery, wahadłówki (najlepiej bezzaczepowe) oraz obrotówki. Gospodarz jest przemiłym człowiekiem, zawsze chętnym do pomocy, domek wygodny, a z łodzią nie było żadnego problemu. Przesyłam Państwu kilka zdjęć "na dowód", że ryb było mnóstwo i były niemałe, a krajobrazy wprost przeurocze. Poza tym, że uczestniczyliśmy w wędkarskich "żniwach" to nie zabrakło również niezwykłych przygód. W jedną z nich, gdybym nie był jej świadkiem, chyba nigdy bym nie uwierzył. Wspomniany wyżej slider, został podczas jednego z holi urwany (agrafka odgięła się) przez szczupaka. Jako, że był to jedyny slider jaki wziąłem do Szwecji byłem tym nieszczęśliwym zdarzeniem mocno załamany. To był dopiero drugi dzień wyjazdu, a ja tracę na zawsze jedną z ulubionych przynęt. Podczas gdy kolega łowił dalej, ja siedziałem podłamany na łodzi, kombinując jak dostać się do jakiegoś sklepu wędkarskiego i kupić kilka nowych sliderów. Nie minęły 3 minuty jak dosłownie 5 m koło naszej łodzi zagotowała sie woda i wyskoczył z niej niemały szczupak. Proszę wyobrazić sobie nasze miny, gdy dostrzegliśmy w jego pysku slidera!!!! Szczupak - co naturalne - mocno zatrząsł głową i ku naszemu jeszcze większemu zdziwieniu uwolnił się ze slidera!!!! Jako, że to przynęta nie tonąca mogliśmy podpłynąć po nią chwilę później i wyjąć z wody. Niesamowita historia, slider okazał się nie tylko niezwykle skuteczny (złowiłem na niego ponad 30 szczupaków podczas tego wyjazdu) ale i nieśmiertelny! Myślę, że dobrym pomysłem byłoby, gdyby kontaktowali Państwo ze sobą wędkarzy, którzy wybierają się na dane łowisko z tymi, którzy już mieli okazję tam być. Wystarczałoby przekazanie adresu e-mail, dzięki czemu moglibyśmy łatwo podzielić się doświadczeniami, wskazać miejsca gdzie i jak łowić. Rafał Dmowski |
|
Przepraszam, że tak długo nie odzywaliśmy się po przyjeździe z Seter Brygge, ale dopiero niedawno doszliśmy do siebie. Było cudownie. Dzięki Wam przeżyliśmy niezapomniane chwile, pełne adrenaliny. Na początku miałam lęki, bo wydawało mi się, że jesteśmy na końcu świata, zwłaszcza jadąc tą krętą drogą przed Seaterwik, tym bardziej, że było pochmurno i kropił deszcz. W sumie pogoda później nam dopisała, bo był tylko 1 dzień deszczowy. Najbardziej bawiło mnie łowienie makreli, jedna za drugą, ponieważ ze mnie jest wędkarz - amator. Mimo tego złowiłam też dorsza, rdzawca i nawet belonę. Mój mąż i syn złowili znacznie więcej i cieszyli się z tego jak nigdy dotąd. Ale najbardziej wystraszyliśmy się jak stanęła nam łódź na środku fiordu, ponieważ wyciekł olej - sama nie wiedziałabym co robić, ale dobrze, że był w łodzi olej i mąż go dolał. Dziękujemy i polecamy Was wszystkim znajomym. Kiedyś na pewno jeszcze tam pojedziemy.
Edyta Skowrońska
|
|
Z wyprawy nad Asunden jesteśmy zadowoleni. Piękne widoki i oczywiście szczupaki i sandacze, które mięliśmy okazję złapać. Domek, w którym byliśmy tez nas zdziwił swoim standardem. Myśleliśmy, że będzie taki sobie a był naprawdę bardzo fajny. Nie połapaliśmy może okazów, ale ryby brały nieźle. Największy szczupak 5,2kg i sandacz 5,08kg. Zaraz jak będę miał troszkę więcej czasu to prześle wam jakieś ciekawe zdjęcia z naszej podróży.
Pozdrawiam Leszek Olejniczak
|
|
Witam serdecznie
Chcielibyśmy podziękować ekipie Eventur Fishing za zorganizowanie wyjazdu nad Zatokę Gamlebyviken. Sprawy organizacyjne były przeprowadzone wzorowo i bez żadnych problemów dotarliśmy do ośrodka. Rybność tych wód jest niewyobrażalna. Przez cały wyjazd złapaliśmy około 60 szczupaków większość w granicach 60-80cm. Największy miał 84cm ale było też parę duuużo większych ryb na kiju, niestety nie dały się wyciągnąć z wody. Ale jak to bywa największe zawsze spadają :)
Serdecznie pozdrawiamyJózef Pożdał wraz z synem |
|
Witamy serdecznie
Kilka dni temu wróciliśmy z Finlandii i wciąż żyjemy wspomnieniami o dniach, które nie mają końca, krystalicznie czystej wodzie, błogiej ciszy i udanych połowach. Bardzo dziękujemy za bardzo dobrą organizację wyjazdu i możliwość przeżycia tych wspaniałych chwil.
Serdecznie pozdrawiamyJanusz Zimak z żoną |
|
Składam serdeczne podziękowania firmie Eventur Fishing za pomoc w zorganizowaniu dla naszej czteroosobowej grupy pobytu nad pięknym jeziorem Spillen. Pogoda na ryby raczej nam nie dopisała bo z nieba lał się strumieniami żar, ale i tak z wody schodziliśmy zadowoleni. Oprócz szczupaków na Spillen można skutecznie złowić okazałego lina. Wydaje mi się, że większość wędkarzy niedocenia bogatych zasobów ryb spokojnego żeru, które w "nadmiarze" pływają w szwedzkich jeziorach.
Jeszcze raz dziękuję za wspaniałą organizację i przesyłam pozdrawiam dla całej ekipy Eventuru.
Sławek Bałka
|
|
Wycieczka zorganizowana przez biuro Eventur w pełni się udała. Wyjechaliśmy na początku czerwca na zatokę Gamleby na standardowy siedmiodniowy pobyt. Już pierwszego dnia złapaliśmy w czterech ponad 15 szczupaków od 2 do 4 kilo. Przez tydzień złowiliśmy w sumie 120 szczupaków, a największy z nich ważył 6 kilo. Dodam, że te które mieliśmy na wędce były dużo większe (ponad metr) nie zostały jednak wyciągnięte z wody ze względu na marny sprzęt którym dysponowaliśmy. Od strony organizacyjnej firma Eventur wywiązała się rewelacyjnie. Nie mieliśmy nigdzie żadnych problemów, wszystko układało się tak jak było napisane w umowie i przygotowane przez pana Tomka. Życzę każdemu takiego wspaniałego wyjazdu na ryby.
Marek Mikołajczyk
|
|
Szanowni Państwo,
W wyrazami uznania chciałbym Państwu serdecznie podziękować za umożliwienie spędzenia niezapomnianego urlopu wędkarskiego w Szkierach Św. Anny. Wróciliśmy z nich przed kilkoma dniami i ciągle nie możemy (i nie chcemy!) się otrząsnąć z wrażeń jakie mamy po tym wyjeździe. Wszystkie były wyłącznie pozytywne! Drodzy Państwo, każdy element zorganizowanego przez Państwa wyjazdu był doskonale dopracowany. Dzięki Państwa życzliwości i profesjonalizmowi nie mieliśmy żadnego problemu ani z promem, ani z dojazdem do domku, ani z łowieniem szczupaków. Może jedynie, gdyby mieli Państwo na to większy wpływ byłoby wówczas jeszcze lepiej :) Ale tego od Państwa absolutnie nie wymagaliśmy :) Podsumowując wyjazd, złowiliśmy we dwóch 63 szczupaki (trzeci z wędkarzy uczestniczących w wyjeździe bardziej skupiony był na podziwianiu krajobrazów (tu oddam mu honor, bo były zjawiskowe) niż wędkował, ale cóż, ludzie mają w życiu różne priorytety :)) co jak sądzę nie jest bardzo wstydliwym wynikiem, jednakże drobny niedosyt pozostał, bo zabrakło dużych szczupaków. Największy złowiony przez nas esox mierzył niecałe 80 cm. Ale cóż, jak to mówią, nie można mieć wszystkiego :) Jeszcze raz zatem bardzo gorąco Państwu dziękuję, gratuluję życzliwości oraz profesjonalizmu i trzymam mocno kciuki za nasze wspólne (a przez Państwa zorganizowane) kolejne wędkarskie wyprawy. Rafał Dmowski PS. Jeśli uznają to Państwo za istotne, to proszę uwzględnić przy ewentualnej produkcji kolejnego "przewodnika filmowego" nt. wędkarstwa w Szwecji informację o tym, że całkiem sporo przynęt traci się z powodu "zjedzenia" ich przez szczupaki i w związku z tym warto uzbroić się w kilka przynęt tego samego lub podobnego rozmiaru/koloru. Mam wrażenie, ze nie było o tym mowy na filmie, a nam (wędkarzom-amatorom, którzy w ten sposób tracą wędkując w Polsce 1 przynętę na 3 lata :)) niestety ten element zupełnie umknął w trakcie przygotowań do wyjazdu. W związku z tym zmuszeni byliśmy trochę czasu spędzić wieczorami sklejając zapalniczkami ogonki i korpusy z różnych twisterów, kopyt i ripperów (co też miało swój urok:)) Myślę, że taka informacja na pewno przyda się zwłaszcza tym mniej doświadczonym wędkarsko osobom. |
|
Witam
PozdrawiamW okresie 17.05-24.05 2008r. miałem okazję wraz ze znajomym łowić w przepiękne położonym szkierze Valdemarsvik w południowej Szwecji. Podczas naszego pobytu przy pomocy profesjonalnego przewodnika Pana Roberta Taszarka udało nam się zlokalizować kilkanaście dobrych miejscówek, które obdzieliły nas wspaniałymi szczupakami. Dzięki naszej wytrwałości i umiejętnościom udało nam się złowić około 150 szczupaków (największy 97 cm pozostałe 70-80 cm i mniejsze oraz okoń 37 cm). Rewelacyjnie spisywały się takie przynęty jak: jerki, gumy, obrotówki, które odpowiednio stosowane dzięki wskazaniom Pana Roberta Taszarka dawały nam waleczne szczupaki. Na końcu chciałbym bardzo podziękować naszemu przewodnikowi za profesjonalizm, życzliwość i wspaniałe chwile spędzone nad wodą. Podziękowania kieruje też do EVENTUR FISHING za zorganizowanie wyprawy na ryby. Tomasz Lasoń z Łodzi. |
|
I am writing to thank you for our pleasant trip. We really enjoyed our stay in Valdemarsvik. Everything was perfect and according to our plan. Our nice feelings and experiences were increased by beautiful weather. I want to thank especially to Mr. Robert Taszarek for perfect service, patience and willingness.
Peter Zajac
|
|
Chciałabym serdecznie podziękować za pomoc i współpracę w zorganizowaniu naszego wyjazdu nad jezioro Fiolen. Jesteśmy naprawdę bardzo zadowoleni. Miejsce urocze, ciche, spokojne, no i ten domek nad samą wodą :-) Najważniejsze, że dopisała i pogoda, i ryby. To już drugi wyjazd za Państwa pośrednictwem i drugi bardzo udany. Do tego stopnia, że zastanawiamy się, czy jesienią nie wybrać się ponownie na któreś ze szwedzkich łowisk. Jeszcze raz dziękuję za profesjonalną obsługę i pozdrawiam :-)
Iwona Sudoł
|
|
Dobry wieczór! Właśnie wróciłem z wyprawy zorganizowanej przez Państwa biuro do Szwecji na jezioro Sommen. Muszę pogratulować wyboru tego miejsca i Państwu i sobie. Warunki pobytu wspaniałe, domek o wysokim standardzie, bardzo komfortowy. Jezioro piękne i niezwykle rybne, podzieliło się swoim bogactwem z nami. Łowiliśmy kilkadziesiąt szczupaków dziennie, okonie tylko jako przyłów, w sumie kilka, ale za to prawie każdy po wyżej 40 cm. Jedynym mankamentem były dwie łodzie wędkarskie na 6 osób. Trudno spinningować z w sumie niewielkiej łodzi w trzy osoby. Myślę że powinny być w takim przypadku trzy łodzie. Gospodarze bardzo sympatyczni (Mona) i pomocni.
Andrzej Pióro
|
|
Chcę podziękować za możliwość przeżycia wędkarskiej przygody w szkierach Gryt. Dosyć długo wędkuję /30 lat/ ale w tak krótkim czasie i tylu ryb jeszcze nie złapałem. Kolega, który jest na zdjęciach złowił 4 ponadmetrowe szczupaki, ja dwóch dziesiątek niestety do łódki nie doholowałem. Ale z kilku złapanych osiemdziesiątek jestem zadowolony, jak również z dorodnych okoni /największy miał 1.90 kg, najmniejszy 1.30 kg/. W trójkę złowiliśmy około setki szczupaków. Bardzo jeszcze raz dziękuję firmie Eventur, na pewno skorzystam z usług Państwa, kolesie moi po obejrzeniu zdjęć i nakręconego przeze mnie filmu /ponad 2,5 godziny/ już zamieniają się w łaskawe baranki przy swoich żonach i dziewczynach by móc pojechać na taką wyprawę. Na promie spotkałem Marka Szymańskiego /mamy wspólnego znajomego, zna tez mojego kuzyna z Olsztyna, który organizuje od wielu lat wyprawy do Mongolii/. Co do uwag - u Michaela są dwie łódki, są za płytkie, przy silniejszym wietrze nie są wygodne, silniki mają za mało mocy. Poza tym wszystko jest ok. W załączniku przesyłam 4 zdjęcia. Jeśli tylko będę w W-wie pozwolę sobie odwiedzić Pana i pańskich przyjaciół w firmie.
Wiesiek Zaranek
|
|
Nasza wyprawa zaczęła sie 19 kwietnia, a więc jeszcze kiedy szczupaki zgrupowane były wyspowo. Pełni optymizmu zjechaliśmy z promu i udaliśmy się w stronę naszego miejsca przeznaczenia tzn. j. Fiolen. Po przybyciu na miejsce miłe zaskoczenie: krajobraz jak z bajki, totalne odludzie, zaledwie parę domów i nasz, usytuowany tuż nad brzegiem na przeciwko przepięknej wyspy. Domek miał mały pokój gościnny, małą sypialnie, odremontowaną łazienkę i co najważniejsze saunę na zewnątrz - nic dodać nic ująć. Gospodarze, przemili ludzie objaśnili nam zasady połowu i obsługę łodzi motorowej z silnikiem spalinowym. Do naszej dyspozycji pozostawili także małe kanu do zwiedzania sąsiednich jezior. No i nad wodę! Pierwsze kontakty z rybami mamy po zlokalizowaniu górek i miejsc z drobnicą. Najważniejsze spostrzeżenia mamy po obserwacji jedynego wędkarza, którego widzieliśmy nad Fiolen przez cały pobyt i który łowił z kanu i znał jezioro i miejsca pobytu ryb. Po około 30 min mamy pierwszą rybę - szczupak połakomił się na dużego ripera w kolorach naturalnych, ma ok. 80 cm i waży 5 kg - piękna ryba. Przez następne dni obławiamy tylko wytyczone miejsca i łowimy dziennie po kilka dużych ryb w granicach 6-8 kg, brania są na głębokiej wodzie, największą rybę wyciągam po dwóch dniach ma 92 cm i waży 8,30 - coś niesamowitego. Mój kolega Marcin wyciąga najdłuższego szczupaka naszego wyjazdu ma równo 96 cm przy wadze 7,80. Brań mniejszych szczupaków mamy po kilkanaście dziennie i sprawiają nam niesamowitą radość. W czasie naszego pobytu zwiedzamy przepiękne jezioro położone od naszego miejsca zaledwie 15 minut drogi przez las: jest cudowne z licznymi zatokami i bujną roślinnością podwodną, brak cywilizacji i totalna cisza sprawiają, że był to jeden z naszych najprzyjemniejszych dni pobytu. Szczupaki w tym jeziorze były prawdopodobnie po tarle dlatego łapaliśmy je na płytkich łąkach z kanu przy samym brzegu - dominowały sztuki w przedziale 2-3 kg. W trzecim dniu naszego pobytu udaliśmy się nad potok Alstern - najlepsze łowisko pstrąga potokowego w Szwecji, krajobraz jak z bajki, wytyczone miejsca parkingowe. Resztę drogi ok 1 km pokonujemy pieszo, to co nas spotyka na miejscu pomijając stado łosi przechadzające się koło naszego samochodu przyprawia nas o zawrót głowy - przepiękny leśny potok, cisza i duże, naprawdę duże potokowce. Po kilku godzinach możemy pochwalić się 5 potokowcami w tym największy mój ma 58 cm samiec. Powiem szczerze był to jeden z moich najbardziej udanych pobytów w Szwecji, a byłem tu już kilka razy, miłym zaskoczeniem była obsługa biura Eventur Fishing, pełen profesjonalizm, opis łowiska i dostępność telefoniczna, która pomogła mi podczas pobytu zorganizować wyjazd na inne łowiska bez straty cennego czasu.
Wojciech Słowik
|
|
Nasza 7-dniowa wyprawa na pstrągi odbyła się na przełomie kwietnia i maja na łowisku Alsteran, Szwecja. Wyprawa okazała się bardzo udana pod kątem złapanych potokowców, a także pod kątem warunków zapewnionych przez bardzo opiekuńczych gospodarzy łowiska. Gorąco polecam spragnionym zaciętej walki z dzikim pstrągiem potokowym. Gorące dzięki dla Eventur Fishing za profesjonalną organizację wyjazdu.
Marek Lechowski
|
|
W czerwcu 2007 roku z grupą kolegów (łącznie 15 osób) wybraliśmy się do rekomendowanego przez Eventur ośrodka wędkarskiego w Helnessund. Bogactwo ryb i piękno natury oraz fakt, że byliśmy już za kołem polarnym sprawiły, że tej wyprawy nie zapomnimy do końca życia. Warunki zakwaterowania bardzo dobre, niezawodny sprzęt (łodzie z mocnymi silnikami, echosonda, GPS) i życzliwi gospodarze to ogromne atuty ośrodka w Helnessund. Łapaliśmy głównie dorsze, choć sporo było również innych gatunków ryb takich jak: czarniaki, plamiaki, rdzawce, molwy i brosmy oraz 2 halibuty. Największą rybą wyprawy był 13 kilogramowy dorsz i 9 kilogramowy halibut. Ryb o wadze 3-4 kilogramy nikt nie liczył.
Jarosław Fordoński
|
|
W związku z odbytą wyprawą nad jezioro Miurn, organizowaną przez Państwa we wrześniu 2007 r., pragnę w imieniu wszystkich uczestników podziękować za sprawną i profesjonalną obsługę oraz przede wszystkim za dostarczenie niezapomnianych wrażeń związanych z wędkowaniem. Rzetelna oferta potwierdza się w trakcie jej realizowania, a najważniejszym jej argumentem są oczywiście duże ryby. I tak ten miły początek kontaktów z Waszą firmą pewnie stanie się tradycją gdyż z wielką przyjemnością wezmę udział w wyprawie organizowanej przez Eventur Fishing w roku przyszłym i latach następnych.
Maciek Chlebicki z Kłodzka
|
|
W ostatecznym wyborze miejsca pomógł nam kolega Maciek Rogowiecki z Eventur Fishing, za którego rekomendacją zdecydowaliśmy się na wyjazd na wyspę Gardsholmen, leżącą w Zatoce Syrsan. Nie możemy również zapomnieć o wyczynach naszego forumowicza Phali, który w miejscu tym zaliczył kilka pięknych ryb w tym szczupaki powyżej metra.
Pomimo ciągle zmieniającej się pogody i słabego żerowania szczupaków, wyjazd uważamy za udany. Każdy z nas miał szczęście wyholowania przynajmniej jednej dużej ryby. Było ciężko, ale nasza ciągła praca i doświadczenie pozwoliły w osiągnięciu dobrych wyników. Na pewno, jeszcze raz odwiedzimy zatokę Syrsan. Znając już troszkę tę wodę będziemy mieli szansę na osiągnięcie lepszych wyników. Na koniec chciałbym jeszcze raz podziękować naszemu forumowemu koledze Phalacrocoraxowi za pomoc w teoretycznym rozpracowaniu łowiska. Ponadto chcemy również podziękować Eventur Fishing za wzorową organizację wyjazdu. Warunki były wyśmienite, łodzie świetnie przygotowane"
Sebastian "rognis_oko" Kalkowski
Pełną relację z wyprawy czytaj na www.jerkbait.pl |
|
Co więcej (jak to mówią lepiej późno niż wcale) chciałbym w imieniu swoim i grupy biorącej udział w wyjeździe do Polarsirkelen podziękować za podpowiedzenie i zaproponowanie tego łowiska. Praktycznie wszystko na co możemy mieć wpływ i czego w trakcie takiego wyjazdu można oczekiwać od organizatora było NA NAJWYŻSZYM POZIOMIE. Począwszy od zakwaterowania poprzez sprzęt pływający, łowisko a także pomieszczenia do sprawiania ryb, szatnia i suszarnia odzieży a co najważniejsze bardzo miła zawsze gotowa do pomocy i służenia radą obsługa - wszystko to na 5+. Oczywiście nie byłbym sobą gdybym troszkę nie marudził ale jedyne na co mogę ponarzekać to pogoda. Mieliśmy pecha bowiem w terminie naszego wyjazdu nastąpił w Szwecji i Norwegii nagły powrót zimy i mieliśmy okazję na własne oczy zobaczyć po co tak długie tyczki wyznaczają zimową drogę. Postaram się w najbliższych dniach przesłać parę zdjęć nie tylko złowionych ryb ale także drogi. Mieliśmy również i szczęście i wyczucie, że przedłużyliśmy pobyt do 11 dni. Gdyby nie to tylko dwa razy wypłynęlibyśmy na wodę. Pomijając warunki pogodowe był to jeden z najbardziej udanych naszych wyjazdów.
Maciej Chmielewski
|
|
Decyzja zapadła na początku roku - jedziemy! Troszkę ta Kanada daleko, ale damy radę - w końcu należymy do "twardych" wędkarzy. Pierwszy kontakt z Evertur Fishing utwierdził nas w tej decyzji - pojedziemy na spotkanie z wielkimi i walecznymi rybami (jesiotry, łososie). W końcu sierpnia byliśmy już w samolocie (9,5 godz. lotu z Londynu do Vancouver) i następnego dnia spotkaliśmy się z Chrisem - naszym rewelacyjnym przewodnikiem. W ramach opłaty otrzymaliśmy na miejscu hotel, łódź z najwyższej klasy sprzętem do połowu jesiotrów oraz bezcenną całodniową opiekę przewodnika. Ryby były niesamowite - ogromne, bardzo mocne i skaczące, a nie ma nic bardziej ekscytującego niż taniec na ogonie 2 metrowej ryby. Zrobiliśmy sobie zdjęcia (zasada no kill!) z 89 jesiotrami (4 wędkarzy, 8 dni), z których największy miał 238cm i ok. 130-140 kg. Większość (70%) ryb była w przedziale 120-180 cm. A wszystko to w urokliwej scenerii doliny rzeki Fraser - rzeki o długości 1300 km, miejscami bardzo szerokiej, a gdzie indziej bardzo wąskiej 20m (ale głębokiej 100m) płynącej wśród gór i lasów Kanady pachnącej żywicą.
Roman Richter
|